Rogozin przyjechał do Warszawy, żeby spotkać się z szefem MSZ Radosławem Sikorskim, szefem BBN Stanisławem Koziejem oraz wiceministrem spraw zagranicznych Jackiem Najderem. W czwartek po południu zaprosił dziennikarzy do ambasady Rosji, żeby im przekazać stanowisko jego kraju w sprawie systemu obrony przeciwrakietowej, którego elementy mają się znaleźć również w Polsce.

Podczas konferencji prasowej ostrzegał, że elementy te mogą być potencjalnym celem dla tych, którzy chcieliby je zniszczyć. "Myślę, że takich dodatkowych przygód nie należy szukać. Trzeba sobie powiedzieć i przyznać, że zagrożenie z Bliskiego Wschodu to jest bajka, a tak naprawdę chodzi o zagrożenie ze strony Rosji. Ale bardzo byśmy nie chcieli wierzyć, że chodzi właśnie o to" - mówił dyplomata.

Według niego najlepszą gwarancją tego, że system obrony przeciwrakietowej nie byłby skierowany przeciwko Rosji byłoby to, żeby on w ogóle nie powstał. Zaznaczył, że jeśli nie jest to jednak możliwe, pozostaje wariant stworzenia wspólnego systemu wraz z Rosją. Ocenił, że jego kraj ze swoim potencjałem mógłby wnieść bardzo poważny wkład w obronę europejskiego kontynentu. Argumentował, że część trajektorii rakiet wystrzelonych z południa przebiega nad terytorium Rosji.

Rogozin oświadczył, że jeśli taki wariant nie będzie do przyjęcia przez Zachód, to pozostaje ostatnia opcja, która przewiduje, że NATO buduje własny system przeciwrakietowy. "Sojusz Północnoatlantycki będzie bronił sam siebie, ale z jednym warunkiem, nie będzie wchodził na teren Federacji Rosyjskiej, by ten sektor rażenia (...) nie sięgał naszego kraju, bo tego nie potrzebujemy i nie życzymy sobie takich przymusowych usług" - oznajmił. Zapowiedział przy tym, że jego kraj będzie wówczas dbał wyłącznie o swoje bezpieczeństwo, jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą, czy przeciwrakietową.

Dyplomata deklarował, że Rosja chciałaby pracować nad systemem, który zaproponował prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Pytany o słowa sekretarza generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego Andersa Fogh Rasmussena, który na początku czerwca oświadczył, że wspólny system obrony przeciwrakietowej z Rosją jest niemożliwy, odparł, że jest jeszcze czas na działanie w tej sprawie.


"Nie żyjemy przecież w czasach radzieckich, kiedy istniała jedna partia i była jedna ideologia. To co jest teraz nie jest pewnym dogmatem, z którym nie można polemizować" - stwierdził. "Ten projekt ma szanse na sukces wyłącznie, gdy będzie realizowany wspólnie z Rosją" - dodał.

Rogozin obrazowo starał się przekonać, że system antyrakiet w Polsce nie ma większego sensu. Porównywał rakietę, która miałaby być zestrzelona do kaczki. Mówił, że i jedną i drugą najłatwiej dosięgnąć gdy startuje, a o wiele trudniej zrobić to, gdy się wysoko wzniesie. Jak przekonywał, najtrudniejsze jest zestrzelenie rakiety, gdy się obniża, bo wówczas bardzo niewielki czas dzieli ją od osiągnięcia celu.

"Każdy myśliwy wie, że musi być jak najbliżej miejsca, z którego startuje kaczka. Tak samo jest z systemem obrony przeciwrakietowej" - oświadczył. Pytał w tym kontekście, czy w pobliżu Polski są rejony, skąd pochodzą zagrożenia rakietowe. "Gdzie leży Morze Bałtyckie, a gdzie Bliski Wschód? To jest dobre pytanie, bo wszyscy w NATO nam mówią, że śmiertelne zagrożenie wywodzi się z Bliskiego Wschodu" - powiedział Rogozin.

Pytany, co stanie się, jeśli nie powstanie jednak wspólny system obrony przeciwrakietowej z Rosją, a elementy natowskiego będą rozmieszone na terytorium Polski, powiedział: "Rosyjska odpowiedź na pewno będzie. Jaka? To zależy od wojskowych". "Nie chciałbym tutaj nikogo straszyć, ale jeśli nie będziemy potrafili się dogadać, taka odpowiedż na pewno będzie" - dodał.

Przypomniał, że Rosja i USA podpisały nowy układ rozbrojeniowy START. Przekonywał, że Rosja to bardzo wielki obszar, ale nie ma w tej chwili wielkiej liczby ludności, dlatego Moskwa chciałby zmniejszyć armię. "To wszystko może się spowolnić, jeśli będziemy odczuwać, że zmieszają się nasze możliwości w zakresie naszego bezpieczeństwa" - ostrzegł.

Nowy amerykański program obrony przeciwrakietowej, ogłoszony przez prezydenta Baracka Obamę we wrześniu 2009 roku, opiera się na okrętach wojennych wyposażonych w system AEGIS, którego elementem są rakiety SM-3. Umożliwia to przemieszczanie systemu z jednego regionu do drugiego.

Później mają do tego dojść radary rozlokowane na lądzie w południowej Europie. Na razie nie wiadomo, gdzie dokładnie znajdą się radary. W dalszej fazie - około 2015 roku - USA przewidują umieszczenie lądowej wersji rakiet SM-3 w krajach sojuszniczych w Europie, w tym w Polsce.

Rosja kategorycznie sprzeciwia się instalacji elementów tarczy antyrakietowej USA w Europie, twierdząc, że zagrozi to jej bezpieczeństwu narodowemu.