Jedynym rządowym samolotem, który mógłby zawieźć prezydenta za Ocean, jest Tu-154M. Jednak problemem jest brak wystarczającej liczby pilotów, którzy byliby w stanie pilotować go na tak długiej trasie - podaje "Fakt". W związku z tym podjęto starania o zapewnienie Bronisławowi Komorowskiemu miejsca na pokładzie lotu rejsowego.

Reklama

"Latanie samolotem rejsowym nie jest dla mnie dyshonorem, ale z pewnością stanowi utrudnienie przy planowaniu spotkań" - przyznaje prezydent. Zwraca uwagę, że w takiej sytuacji trzeba będzie jakoś pogodzić rozkład lotów z grafikiem spotkań i zajęć. "Nie ma takiego połączenia transatlantyckiego, które pozwoliłoby Komorowskiemu i jego świcie zdążyć na zaproponowaną godzinę. Program Obamy jest bardzo napięty. Nie ma możliwości przełożenia kolacji na inną godzinę. Niezręcznie byłoby też tłumaczyć amerykańskim urzędnikom, dlaczego prezydent RP nie może przylecieć kilka godzin wcześniej. Bo może być wcześniej, ale niemal dwa dni!" - wyjaśnia "Fakt".

>>> Czytaj także >>> Macierewicz: Tusk działa pod dyktando Rosji