Uczestnictwo w pakcie fiskalnym jest dla Polski korzystniejsze niż pozostawanie poza paktem, co mogłoby m.in. zaszkodzić polskiej pozycji w rozmowach o nowym unijnym budżecie na lata 2014-2020 - oceniły we wtorek wysokie źródła rządowe w Warszawie. Źródła te podkreśliły, że pakt, który ma zwiększyć dyscyplinę budżetową i wzmocnić zarządzanie gospodarcze, nie nakłada na Polskę żadnych nowych zobowiązań. Zdaniem rządu, polska konstytucja i ustawy zawierają wystarczająco silne i dostosowane do polskich realiów przepisy ograniczające nadmierny dług i deficyt.

Reklama

Nas pakt nic nie kosztuje, bo nie przyjmiemy nowych zobowiązań. Ale Polska chce w nim uczestniczyć, by mieć gwarancję, że nikt nie podejmie decyzji, które dla Polski mogłyby być szkodliwe - powiedział przedstawiciel rządu proszący o zachowanie anonimowości. Pozostawanie Polski poza tym porozumieniem byłoby wysoce szkodliwe - podkreślił. Jednocześnie ocenił z zadowoleniem, że dzięki ostatecznej formie porozumienia zostało oddalone ryzyko dodatkowych podziałów na Europę dwóch prędkości, zaś praktyczne znaczenie przyjętych zapisów będzie nikłe. Wracamy de facto do sytuacji, jakby ten traktat nie zaistniał - powiedział.

Celem polskiej dyplomacji było, by na skutek paktu integracji całej UE nie zastąpiła integracja krajów strefy euro. Stąd satysfakcja rządu z decyzji szczytu, że kraje pozostające poza eurolandem, które ratyfikują nowy traktat, będą uczestniczyć w szczytach strefy euro dotyczących konkurencyjności oraz zmian w architekturze strefy euro, a także, jeśli to wskazane, w sprawie wdrażania traktatu przynajmniej raz w roku.

Ponadto przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zobowiązał się, że za każdym razem, gdy będzie zwoływał szczyty 17 państw euro, to będą je poprzedzać szczyty całej UE, chyba, że zajdą nadzwyczajne okoliczności. Zdaniem polskich źródeł oznacza to, że jeśli już do tego dojdzie, 17 krajów strefy euro będzie się zbierać bezpośrednio po szczytach w Brukseli w szerszym gremium, na których odbędzie się właściwa dyskusja.

Baliśmy się, że strefa euro będzie podejmowała własne decyzje. Teraz taka sytuacja nie nastąpi. Nasz cel osiągnęliśmy. Mamy rozwiązanie, które jest bezpieczne - powiedziały źródła. Ich zdaniem, w 95 proc. przypadków decyzje będą podejmowane nie przez samą strefę euro, ale w gronie 25 sygnatariuszy paktu (wszystkie kraje UE poza Wielką Brytanią i Czechami) albo 27 krajów UE. Ponadto, te decyzje - przekonywały źródła - nie mogą dotyczyć spraw dla Polski najistotniejszych, takich jak wspólny rynek, prawo pracy czy budżet. Jednocześnie przedstawiciel rządu zaznaczył, że Polska nie sprzeciwia się zwiększeniu koordynacji polityk w ramach strefy euro.

W jego ocenie, pozostawanie poza paktem mogłoby zaszkodzić Polsce w negocjacjach nowego wieloletniego budżetu UE. Polska liczy, że w latach 2014-2020 otrzyma zeń ok. 80 mld euro w ramach funduszy spójności. Gdyby Polska znalazła się wraz z Czechami i Wielką Brytanią poza grupą, która się spotyka częściej, byłoby słychać argumenty, że nie mamy prawa się tak wyraźnie upominać o sprawiedliwy budżet - powiedziały źródła. W tej sytuacji - ich zdaniem - łatwo byłoby zdezawuować polskie argumenty i apele o solidarność.

Przywódcy 25 państw, w tym Polski, zgodzili się w poniedziałek na szczycie UE na zawarcie traktatu fiskalnego z nową regułą wydatkową ograniczającą roczny deficyt strukturalny do 0,5 proc. nominalnego PKB. Choć nie będzie ona musiała być zapisana w konstytucjach narodowych, to wzmocniono ją zapisami o sankcjach finansowych dla niesubordynowanych państw. Ma je orzekać Trybunał Sprawiedliwości UE - w wysokości do 0,1 proc. PKB kraju.

Nowa umowa pod nazwą "Traktat o stabilności, koordynacji i zarządzaniu w Unii Gospodarczej i Monetarnej" ma być podpisana w marcu i wejść w życie 1 stycznia 2013 roku, przy założeniu, że do tego czasu będzie ratyfikowana przez 12 z 17 państw strefy euro. Polskie źródła rządowe oceniają, że ten kalendarz uda się zrealizować.

Reklama