Na pokładzie oprócz marszałka byli wicemarszałkowie, którzy mieli wylecieć do Pragi na spotkanie z prezydium czeskiego parlamentu. Wizyta została jednak odwołana, bo na Okęciu nie było dodatkowego samolotu, a naprawa zajęłaby zbyt dużo czasu.
Tuż po incydencie Radosław Sikorski podziękował na Twitterze kapitanowi i załodze za profesjonalizm, a wicemarszałkom i delegacji na pokładzie "za zachowanie zimnej krwi".
Dziękuję kapitanowi i załodze samolotu rządowego za profesjonalizm a wicemarszałkom i delegacji za zachowanie zimnej krwi.
— Radosław Sikorski (@sikorskiradek) czerwiec 3, 2015
- mówi wicemarszałek Sejmu Elżbieta Radziszewska, chwaląc jego refleks. - dodaje posłanka.
Samolotem leciał też inny wicemarszałek Sejmu, Jerzy Wenderlich. Jak relacjonuje, maszyna rozpędziła się do pełnej prędkości i lekko wzniósła się w powietrze. - mówi Wenderlich.
Według eksperta lotniczego Tomasza Hypkiego, załoga i pasażerowie rządowego samolotu mieli dużo szczęścia, że maszynę udało się zatrzymać przed końcem pasa startowego skoro koła samolotu oderwały się już od ziemi. Zwykle samolot w takich przypadkach wypada z pasa - mówi. - dodaje ekspert LOT, który wynajmował samolot, nie wypowiada się w tej sprawie.
Rozpędzony nie wbił się w powietrze, pilot opanował sytuację, dobrze, że wszystko skoñczyło się szczęśliwie #samolot pic.twitter.com/G1WHqs6IjN
— Monika Wielichowska (@MWielichowska) czerwiec 3, 2015
ZOBACZ TEŻ: Rosyjskie media: Piloci odpowiadają za katastrofę smoleńską>>>