W piątek Jaki został zapytany przez dziennikarza o słowa sędziego TK Lecha Morawskiego, który miał mówić podczas debaty w Oksfordzie 9 maja m.in., że "ma dowody na korupcję w Sądzie Najwyższym i Trybunale Konstytucyjnym".
- napisał w połowie maja Morawski w oświadczeniu. Prezes TK Julia Przyłębska podkreślała, że sędzia wskazał, iż użyty przez niego termin "corruption" odnosił się nie do "łapownictwa", ale do "zepsucia, demoralizacji".
- mówił Jaki.
- oświadczył.
- dodał Jaki.
Prokuratura w Lublinie prowadzi śledztwo dotyczące powoływania się na wpływy w SN i Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu. W 2012 r. "Gazeta Polska" pisała, że "jedną z kluczowych postaci tej afery jest sędzia SN (...), dobry znajomy prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta". Gazeta podała nazwiska sędziów, którzy - według niej - byli przedmiotem operacji specjalnej CBA o kryptonimie "Alfa". Pisano m.in., że jeden z sędziów SN miał pomóc rozpracowywanemu przez CBA pośrednikowi w napisaniu pisma procesowego do SN, które inny sędzia SN - po kontakcie z tym pośrednikiem - przyjął potem do rozpoznania przez SN.
Wskazani sędziowie SN zaprzeczyli wtedy zarzutom "GP". Pierwszy prezes SN Stanisław Dąbrowski (zmarł w 2014 r.) oraz szef i sędziowie Izby Cywilnej SN wyrażali "oburzenie oraz zdecydowany protest przeciwko bezpodstawnemu pomawianiu" sędziów SN o działania korupcyjne. Oświadczyli, że "zawarte w doniesieniach prasowych spekulacje, pełne sprzeczności i niedomówień, nieprawdziwe i niemające pokrycia w faktach, w sposób niedopuszczalny podważają autorytet sędziów i zaufanie do najwyższego organu wymiaru sprawiedliwości w Polsce".
Dąbrowski mówił, że taka pomoc sędziego SN, o której piszą media, byłaby "naganna i uzasadniałaby ściganie dyscyplinarne". Jego zdaniem sprawa wynikła z tego, że "pewien pan przegrał sprawę w SN i poszedł do CBA zawiadamiając, że dał łapówkę osobie lub osobom podającym się za pośredników w kontaktach z sędziami, a mimo to przegrał sprawę".
W 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku umorzyła śledztwo w zasadniczej części. Uznano, że nie można wykorzystać procesowo materiałów zebranych w ramach czynności operacyjno-rozpoznawczych przez CBA. Wskazywały one, że na przełomie 2008 i 2009 r., w związku z procesem cywilnym prowadzonym przez sąd we Wrocławiu doszło do korupcji i powoływania się na wpływy w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu i SN. Umorzone śledztwo w sierpniu 2016 r. podjęto na nowo i przekazano wydziałowi Prokuratury Krajowej w Lublinie ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji.