Sędzia Piotr Bojarczuk uzasadnił, że ustalenia sądu pierwszej instancji w tej sprawie były zasadne. Jak dodał nie budzi wątpliwości, że do incydentu doszło, gdy obaj europosłowie pełnili swoje obowiązki służbowe.
- oświadczył sędzia.
Europoseł w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że. Jak dodał, liczył na uniewinnienie. Powtórzył to co mówił podczas rozprawy apelacyjnej, że jego działanie – „spoliczkowanie Boniego” było aktem dyshonorującym i odpowiedzią, na to, że europoseł nie przeprosił go za swoją wcześniejszą medialną wypowiedź.
– uważa Korwin-Mikke. Wyraził nadzieję, że Boni - zgodnie z zasadami kodeksu honorowego -
Wyrokiem usatysfakcjonowani są natomiast pełnomocnicy Boniego. Mec. Piotr Schramm podkreślił, że sąd w pełni podzielił ich argumentację. Dodał, że gdyby sąd przyjął, że nie jest przestępstwem podejście i uderzenie drugiej osoby, tłumaczone jako akt honorowy – to byłoby to przyzwolenie na samosądy. Jak zauważył, sąd jednoznacznie wskazał, że niezależnie od tego kim się jest i jaką się pełni funkcję, nie można naruszać niczyjej nietykalności cielesnej.
Chodzi o incydent podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Korwin-Mikke wyjaśniał potem wielokrotnie, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał. - podkreślał. Dodał, że Boni nie przeprosił go za swoje słowa, dlatego zdecydował się na odwołanie do "aktu dyshonorującego".
Wyrok nieprawomocny w tej sprawie zapadł w maju 2017 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia. Sąd uznał Korwin-Mikkego za winnego przestępstwa z art. 222 par. 1 Kodeksu karnego, który stanowi: "Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3".