Współpracownik premiera Mateusza Morawieckiego wskazuje w swoim artykule, że sędziowie są w Polsce "jedyną grupą zawodową zaufania społecznego, która się nie oczyściła po 1989 r.".

"Patologie w wymiarze sprawiedliwości są konsekwencją zaniechania jego reformy po upadku komunizmu. (...) Naiwnie przyjęto założenie, że środowisko sędziowskie zreformuje się i oczyści samo. To tak, jakby w powojennych Niemczech zrezygnowano z denazyfikacji, reedukacji i procesów w Norymberdze. Jakby uznano, że nazistowskie sądy i inne instytucje same wyciągną wnioski z przeszłości i się oczyszczą" - napisał Pawluszek.

W jego ocenie komunistyczne sądy w Polsce "mają na sumieniu nie mniejsze zbrodnie niż te nazistowskie". "Mimo to po przełomie 1989 roku spośród komunistycznych sędziów, służących zbrodniczemu systemowi, usunięto z zawodu tylko jednego. (...) Dla porównania, w Niemczech w 1995 roku, a więc pięć lat po zjednoczeniu tego kraju, w zawodzie pozostało tylko 18 proc. sędziów z komunistycznej NRD" - zauważył urzędnik.

Jak dodał, elitom Europy Zachodniej często "trudno zrozumieć naszą rzeczywistość, bo miały to szczęście, że nie musiały żyć 50 lat w komunizmie i miały szczęście być po dobrej stronie żelaznej kurtyny". "U nas, niestety, życie wyglądało zupełnie inaczej" - podkreślił Pawluszek.

"Wybrana w demokratycznych wyborach większość parlamentarna podjęła się naprawy sądownictwa w Polsce, po to, by przywrócić Polakom poczucie sprawiedliwości. Po to, by sprawiedliwe wyroki wydawali uczciwi i cieszący się autorytetem sędziowie" - przekonywał.

Według sekretarza szefa rządu ilustracją stanu polskich sądów przed reformami wprowadzonymi przez PiS jest m.in. uniewinnienie przez Sąd Najwyższy "mimo oczywistych dowodów" posłanki PO Beaty Sawickiej oraz skazanie na więzienie "szefów Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy nakryli ją na korupcji". Wśród zarzutów wobec funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości urzędnik wymienił też m.in. przewlekłe postępowania sądowe w sprawach gospodarczych.

"Według sondaży ponad połowa Polaków negatywnie ocenia funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a jedynie 4 proc. uważa, że sędziowie nie ulegają naciskom z zewnątrz. Za reformą sądownictwa opowiada się ponad dwie trzecie obywateli. Dlatego po wygranych w 2015 r. wyborach, Prawo i Sprawiedliwość, dysponujące mocnym demokratycznym mandatem uzyskanym w wolnych wyborach, podjęło się naprawy wymiaru sprawiedliwości" - argumentował Pawluszek.

Jak dodał, intencją stojącą za reformami jest uczynienie wymiaru sprawiedliwości "absolutnie niezależnym – od politycznych nacisków, ale także od korporacyjnych interesów sędziowskiego środowiska".

Sekretarz szefa polskiego rządu zwrócił w tym kontekście uwagę na takie elementy reform, jak losowe przydzielanie spraw sędziom, wprowadzenie jawności oświadczeń majątkowych sędziów oraz podejmowanych przez nich dodatkowych prac zarobkowych, mające na celu zapobieganie korupcji i innym nadużyciom.

"Istotnym elementem reformy jest utworzenie w Sądzie Najwyższym Izby Dyscyplinarnej, cieszącej się dużą autonomią, która ma rozpatrywać sprawy dyscyplinarne sędziów. Niezależność i przejrzystość postępowań dyscyplinarnych ma wzmacniać autorytet wymiaru sprawiedliwości i samych sędziów" - zaznaczył Pawluszek.

Innym elementem reformy, na który wskazał, jest ograniczenie biurokracji w sądach oraz wprowadzenie zasady niezmienności składu sędziowskiego w rozpoczętych już postępowaniach. "Czy takie zmiany stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla demokracji?" - pyta współpracownik Morawieckiego.