Wójcik skomentował w TVN 24 środową konferencję PO-KO, na której poseł Cezary Tomczyk mówił, że Ministerstwo Sprawiedliwości odmówiło posłom PO-KO ujawnienia dokumentów dotyczących tzw. afery hejterskiej w resorcie. Klub wnioskował do MS o ujawnienie rejestru umów cywilno-prawnych oraz "księgi wejść i wyjść".

Wójcik pytany o tę sprawę w TVN 24, ocenił, że posłowie "wyskoczyli" na konferencji, mimo tego, że od 11 września mają pismo, które informuje, że o dwa miesiące przedłużony został termin na przedstawienie dokumentów. - Wyskakują na konferencji, lansują się, a nie czytają tego, co im odpowiadamy - podkreślił.

Wiceminister wyjaśnił, że są orzeczenia, z których wynika, że "księga wyjść i wejść" nie jest informacją publiczną. Niezależnie od tego - mówił - dokument ten ma 100 tys. kartek, na których rejestrowane jest, kto wchodził i kto wychodził. - Ilu pracowników mam dać, żeby jaśniepaństwo z Platformy Obywatelskiej otrzymali to, co chcą? - dodał.

Na uwagę, że określenie "jaśniepaństwo" brzmi pogardliwie, Wójcik zaznaczył, że nie użył tego w ten sposób, a raczej z lekką nutą ironii. - Można się zapoznać chyba z pismem, które podpisuję. Wysyłam pracownika do klubu Platformy Obywatelskiej (...), jest przybita pieczęć, a oni wyskakują na konferencji i mówią, że nie wiedzieli, że (termin) o dwa miesiące jest przedłużony - wskazał.

Wójcik stwierdził, że ze względu na to, że księga nie jest informacją publiczną, nie powinien jej pokazywać. - Ale nie zapadła jeszcze decyzja, czy pokażemy, czy nie pokażemy - zastrzegł.

Jak zaznaczył, politykom PO głównie jednak chodzi o umowy, które były podpisywane przez MS. - Takich dokumentów jest 20 tys. bez załączników, bez protokołów - wskazał. "- Każdy dokument musi być przejrzany i muszą być zanonimizowane dane, których nie wolno nam ujawnić. Jak ujawnię, to poniosę odpowiedzialność karną - podkreślił.

PO-KO zapowiedziało, że decyzję o odmowie udzielenia dostępu do dokumentów w sprawie tzw. afery hejterskiej w resorcie zaskarży do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.