Fedorowicz pytany był w piątek przez dziennikarzy, czy ktoś z senatorów opozycji może przejść na stronę PiS, aby zapewnić temu klubowi większość. Człowiek, który w tym momencie, w którym taka ważna rzecz się stała w polskiej polityce nagle zmieni front i odejdzie od ludzi, którzy na niego głosowali, będzie obłożony anatemą do trzech pokoleń, to jest pewne. Jeżeli ktoś ma odwagę taką, żeby zaryzykować swoje życie, swoich dzieci i wnuków, to proszę bardzo. Ja takiego człowieka wśród ludzi wybranych przeciwko dzisiejszej władzy nie znam - odpowiedział senator.

Zybertowicz pytany o wypowiedź Fedorowicza w niedzielę w TVP Info powiedział, że niezależnie, czy traktować te słowa bardzo poważnie, czy z przymrużeniem oka, mamy do czynienia z osobliwym dotykiem zła. Jeśli ktoś publicznie życzy nieszczęścia nie tylko potencjalnemu przeciwnikowi politycznemu, ale także dzieciom, wiadomo, że jeśli klątwa nie przylgnie do kogoś, kto ma czyste serce, odbije się i wraca do tego, który tę klątwę rzuca - dodał.

Zdaniem prof. Zybertowicza wciąganie członków rodzin do walki politycznej to substandard, zejście głęboko poniżej przyzwoitości międzyludzkiej. Są granice pewnych taktyk politycznych - podkreślił. Jeśli traktujemy tę wypowiedź jako swoisty żart, to dziwne, że formacja, która przedstawia się jako liberalna i oświecona, posługuje się takimi ciemnogrodzkimi chwytami - zaznaczył Zybertowicz.

Fogiel pytany przez PAP o tę wypowiedź podkreślił, że jest to pewna nowość na scenie politycznej - jeśli chodzi o język polityczny. Mam nadzieję, że pan senator się tylko zagalopował, bo wypowiedzi, w których używa się sformułowań, że ktoś miałby obawiać się o życie nie tylko swoje, ale (też) swoich dzieci i wnuków są bardzo niepokojące i budzą bardzo złe skojarzenia. Myślę, że są niedopuszczalne w dyskursie politycznym i w przestrzeni publicznej - ocenił.

Oczekiwalibyśmy oczywiście wycofania się z tych słów. Chyba, że to są jakieś nowe standardy w Platformie Obywatelskiej, które już sugerowałyby jednak organizację innego typu niż partia polityczna - dodał Fogiel. Dopytywany, czemu te słowa miały służyć i czy były przestrogą dla senatorów opozycji wicerzecznik PiS odparł, że w tej formule przestroga to bardzo delikatne słowo. Myślę, że tu raczej można mówić o próbach zastraszenia - podkreślił.

W Senacie dzięki tzw. paktowi senackiemu opozycji udało się zdobyć większość - 51 mandatów. "Pakt senacki" to porozumienie, które zawarły latem: Koalicja Obywatelska (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Zieloni), "Lewica" (SLD, Lewica Razem, Wiosna) i PSL - Koalicja Polska (m.in. PSL i Kukiz'15). W ramach "Paktu" w zdecydowanej większości okręgów opozycja wystawiła przeciwko PiS tylko jednego kandydata na senatora.

PiS uzyskał 48 mandatów w Senacie. Koalicja Obywatelska – 43 mandaty, PSL – trzy, a SLD – dwa. W Senacie zasiądą także startujący z własnych komitetów: obecna senator niezależna Lidia Staroń, prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, b. prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski oraz b. sekretarz generalny PO i b. wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski.