Tomasz Grodzki w lutym był z oficjalną delegacją w Japonii, gdzie - według stanu na poniedziałek rano - stwierdzono już 520 przypadków COVID-19 i osiem ofiar śmiertelnych. Także w Yokohamie przycumowano brytyjski wycieczkowiec Diamond Princess, gdzie stwierdzono obecność koronawirusa.
Z kolei w ostatnich dniach marszałek przebywał na urlopie we Włoszech. Tam z kolei potwierdzono już ponad 7,3 tys. przypadków zarażenia koronawirusem. Co prawda zdaniem służb, wyleczone zostały 622 osoby, jednakże 366 zmarło (polski MSZ odradza podróże do tego kraju).
Mimo to Tomasz Grodzki jest od kilku dni z powrotem w parlamentarnym gmachu, normalnie pełni swoje obowiązki, podejmuje gości, a w ostatni piątek przewodniczył nadzwyczajnemu posiedzeniu Senatu, obradującego nad tzw. specustawą koronawirusową.
W poniedziałek skrytykował go za to rzecznik sztabu prezydenta Andrzeja Dudy Adam Bielan.
powiedział Bielan. Polityk podkreślił, że opinia publiczna "ma prawo wiedzieć, czy trzecia osoba w państwie postępuje zgodnie z zaleceniami lekarzy oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego”.
W rozmowie z DGP marszałek Grodzki potwierdził, że wrócił z urlopu we Włoszech, ale nie był w regionie, w którym - w trakcie jego wypoczynku - pojawiłyby się ogniska koronawirusa. Dodatkowo sprawdził stan faktyczny tuż przed swoim wyjazdem. przyznaje nam marszałek.
Wynik badania poznał w poniedziałek wieczorem.
"W poczuciu odpowiedzialności poddałem się badaniu na obecność koronawirusa i upubliczniam jego wynik. Wzywam @AdamBielan, by nie siał paniki i nie odwracał uwagi od problemów własnego obozu politycznego w kampanii prezydenckiej" - napisał na TT.
Jak dodał, zachęca "wszystkich pełniących publiczne funkcje” do tego samego. podkreślił Tomasz Grodzki.
Zapewnia też, że mając wiedzę o podjętych pracach nad specustawą koronawirusową, skrócił swój urlop kilka dni, by Senat jak najszybciej przyjął te regulacje, a sama ustawa mogła wejść w życie bez zbędnej zwłoki.