Dziennik Gazeta Prawana logo

Olejniczak: Kwaśniewski nam zaszkodził

15 grudnia 2007, 01:00
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Olejniczak SLD nie zagłosuje za ustawą medialną
Olejniczak SLD nie zagłosuje za ustawą medialną/Inne
"Kwaśniewski na pewno jest ważną osobą. Będzie dobrym komentatorem polityki, ale nie będzie już czynnym politykiem" - prognozuje w rozmowie z DZIENNIKIEM lider SLD Wojciech Olejniczak.


Nie dziękował.


Przyjdzie czas, to podziękuje.


A dlaczego mieliby?


Panie redaktorze, pan mnie prowokuje.


Wiadomo, pan jako antykomunista…


Ja jestem człowiekiem lewicy.


Cieszę się, że w Polsce panuje demokracja, a nie ma systemu komunistycznego.


Przejdzie. Pan już tyle razy ze mnie różne rzeczy wyciągnął, że i to przejdzie. Oczywiście, że patrząc na różne dyktatury przeszłości, jestem przeciwko faszyzmowi i przeciwko komunizmowi. Widzi pan, znowu się wkopałem w niepotrzebne dywagacje (śmiech).


W ramach antykomunizmu buduję nowoczesną partię lewicową i tworzę pełny system demokratyczny w Polsce.


Pana lubię.


…cieszę się, że łódzcy wyborcy tego błędu nie popełnili.


Leszek Miller jest w oczywistym błędzie, ale to nie pierwszy jego błąd. Równie dobrze można dziś mówić, że gdybyśmy szli do wyborów osobno, to dziś nie byłoby nas w Sejmie.


Przy takim plebiscycie między PiS a Platformą Obywatelską głosowało na nas ponad 2,1 miliona wyborców! To oczywiście mniej, niż liczyliśmy, bo popełniliśmy pewne błędy, ale nikt nie ma wątpliwości, że powołanie LiD było słuszne.


Absolutnie nie, to była słuszna decyzja. A do wyborów do Parlamentu Europejskiego mamy iść razem czy tylko jako SLD? I odpowiadam, że oczywiście powinniśmy iść razem.


Jakie marudy? Profesorowie Widacki czy Filar, Bogdan Lis? To złudzenie, że SLD-owskie doły partyjne mają o to pretensje. Zapraszam pana jutro do Wieliczki…


(śmiech) Niech się pan nie boi, tylko pojedzie i zobaczy, że członkowie i sympatycy SLD namawiają mnie do rozstrzygnięcia sprawy z LiD, ale innego, niż się pan spodziewa. Namawiają do zacieśnienia współpracy. Nie będziemy się cofać, tylko idziemy naprzód, a celem powinno być zjednoczenie w jedną partię.


Bardzo dobrym! Nareszcie pan to przyznał.


Nawet najbardziej krytyczny warszawski SLD przyzna panu, że jest zadowolony z tego, że może realizować w mieście swój program.


Dlaczego nie może? Przecież to jest koalicja.


Jesteśmy w pełnej koalicji z PO, w której nastąpił pełny podział kompetencji, władzy, także stanowisk, i można to nazywać porozumieniem, ale na jedno wychodzi. Kiedyś był "pakt stabilizacyjny", więc nazwy można wymyślać różne.


To wcale nie jest pewne.


Nie było żadnych strat. Jeżeli ktoś myśli, że moim problemem jest skład klubu LiD, obecność w nim ludzi spoza SLD, to się myli. Moim problemem jest zbyt duża obecność prawicy w Sejmie. Ktoś, kto mi doradza: "Weźmy swoje na poziomie 10 procent", radzi mi źle. My chcemy wygrać wybory, ale do tego trzeba dojść.


Nie podzielam filozofii "własnych przyczółków". Zamiast zamykać się na swoich, wypróbowanych, chciałbym otworzyć się na innych, na nowy elektorat, bo tylko tak można zwyciężyć.


To dopiero początek drogi.


Błądzi pan, panie redaktorze. Są oczywiście ludzie, którzy myślą jak Miller i pan mógłby być członkiem jego partii.


Bo blisko panu. Z tym podejściem do zamordyzmu w polityce mógłby pan też wstąpić do PiS.


Właśnie. Tusk i Kaczyńscy myśleli tylko, jak wygrać wybory.


Naszym celem jest nie tylko wygrać wybory, ale i potem nie przegrać. Nie jestem zachwycony naszym wynikiem wyborczym i tym, że jest nas tak mało w Sejmie, bo chciałbym, byśmy każde wybory wygrywali, ale bądźmy realistami. Wsłuchuję się w głosy krytyki, poprosiliśmy specjalistów o analizę naszego wyniku i zostanie ona przedstawiona naszym członkom.


Mamy pewien problem z budową lewicowej opowieści, z przekazem, ale różnice między nami a prawicą, czyli PO i PiS, są coraz wyraźniejsze. Musimy powiedzieć wyborcom, jakiej Polski chcemy, bo to, że innej niż budowana dzisiaj przez Tuska, to jasne.


Bo jak tylko zaczynaliśmy mówić, to pytano nas, czemu tego nie zrobiliśmy, kiedy rządziliśmy. Gdy mówiłem, że trzeba podnieść pensje nauczycielom, to pytano mnie, czemu SLD ich nie podniósł. I tak w kółko. A dziś mówimy, że chcemy podnieść ich pensje i wiemy, jak to zrobić. Wespół z ZNP napisaliśmy projekt nowelizacji Karty nauczyciela, który da im 30 procent podwyżki.


30 procent jest realne, bo my i PSL jako jedyni byliśmy przeciwni populistycznej obniżce składek rentowych minister Gilowskiej. PSL musiało zmienić zdanie, lecz my przy tym trwamy. Kiedy dziś rząd Tuska odrzuca Kartę praw podstawowych, to trzeba wyraźnie powiedzieć Polakom, także nauczycielom, że odrzuca zawarte w niej gwarancje socjalne. Wprowadzenie pewnych standardów jest gwarantem tego, że najubożsi dostaną podwyżki rent, emerytur, pensji i świadczeń społecznych. Pan mówi, że żadnym podpisem się tego nie załatwi…


Uprzedzam więc pana i odpowiadam, że zobowiązanie państwa, by podnosić poziom życia najuboższych, jest bardzo ważne i politycy powinni zostać do tego przymuszeni.


Przedstawię panu analizę tych dwóch programów i udowodnię, że te programy są zbieżne. "100 konkretów" LiD powstało na bazie naszej konstytucji lewicy. Depresję redaktora Karnowskiego mogły spowodować sformułowania z programu europejskich socjalistów, bo to była baza do tworzenia naszego programu. Ten język w Europie jest powszechny i w Polsce też będzie.


Kpiny zawsze poprawiają humor, a program LiD jest bardzo bliski naszej konstytucji lewicy. I my z tego programu nie rezygnujemy, bo już w tej kandencji Sejmu zgłosiliśmy kilka projektów ustaw realizujących nasze postulaty. Oprócz podwyżek dla nauczycieli chcemy wprowadzić ulgi podatkowe także dla dzieci rolników.


Ale my jako jedyni mamy odwagę powiedzieć, że jesteśmy przeciwni obniżaniu podatków, bo chcemy, by w budżecie zostały pieniądze na te cele, o których mówimy. Ale nasz program to nie tylko rozdawanie pieniędzy, ale też choćby dbałość o służbę cywilną.


Lubię pana za to, ale niech pan zobaczy, w jaki sposób zatrudniałem ludzi w Ministerstwie Rolnictwa. Do dziś pracuje tam wielu awansowanych przeze mnie i dzięki temu ten resort działa. Ale to jest właśnie przykład, o którym mówiłem: to co, nam nie wolno zgłaszać ustawy o służbie cywilnej?


Nigdy nie zrezygnowaliśmy i nie zrezygnujemy z takich haseł lewicy, jak: sprawiedliwość społeczna, bezpieczeństwo socjalne, równość szans…


Dlaczego walka? Stanowcze oddzielenie Kościoła od państwa to nie walka. To jest pole różnic między nami a prawicą. PiS czy PO wpisują religię na świadectwa szkolne, wliczają stopień z niej do średniej, chcą matury z religii, a my mówimy otwarcie: nie zgadzamy się z tym i będziemy się temu stanowczo sprzeciwiać. Tak samo jak będziemy przeciw takim pomysłom jak bon oświatowy i tu jesteśmy bezkompromisowi. Idziemy mocno w lewo i będziemy się tego trzymać.


Na pewno będąc ważną osobą, z której zdaniem będziemy się liczyć, nie będzie ubiegał się o żaden urząd. Będzie dobrym doradcą i komentatorem polityki, ale nie będzie już czynnym politykiem.


Bez wątpienia przyczynił się do zawarcia koalicji Lewica i Demokraci i poderwał do walki, dodał nadziei, ale późniejsze zdarzenia z nim w roli głównej nam zaszkodziły.


Nikt za mną nie stoi, nikt mi niczego nie dał, nie jestem niczego nikomu winien. Każdą funkcję musiałem zdobyć, zapracować na nią i udowodnić, że się do niej nadaję. Może dlatego nie mam zobowiązań i kompleksów politycznych ani Kwaśniewskiego, ani Millera czy Oleksego. Słucham ludzi, ale jestem politykiem niezależnym i samodzielnym. Nikt nie podejmuje decyzji za mnie, a czasami wręcz czuję się jako polityk samotny.


Sam podejmuję decyzje i biorę odpowiedzialność za nie.


Mam, ale nie będę ich wymieniał. To są prawdziwi przyjaciele i nie ma sensu dyskutowanie na ten temat. Kiedyś, gdy pytano mnie, którzy politycy mi imponują, to kalkulowałem, że muszę wymienić tego, tamtego i jeszcze jednego, żeby nikt się nie obraził. Dziś nie muszę i nie wymieniam.


Jest na pewno moim przyjacielem politycznym, z którym niejedno przeżyłem i niejedno przeżyję.


Nie próbujemy przerzucać się odpowiedzialnością za wynik wyborczy lewicy, co czasem sugeruje prasa. Różnimy się czasem co do sposobów funkcjonowania LiD, zmian, jakie muszą zajść, ale nie są to kluczowe sprawy. Przed nami jeszcze wiele lat współpracy.


Razem zakładaliśmy Lewicę i Demokratów, razem współpracujemy w Sejmie i pchamy ten wózek do przodu.


To bardzo dobre pytanie. Jest kilka osób, które mogą być brane pod uwagę. Nie możemy czekać tak długo jak ostatnim razem i już w 2008 roku lewica powinna mieć swojego reprezentanta. To jest mój cel - zgłosić w przyszłym roku silnego kandydata na prezydenta.


Mam, ale sam pan rozumie, że się panu do tego nie przyznam i nie będę komentował żadnych kandydatur ani wdawał się w przedwczesne rozważania.


Nie mam wątpliwości, że powinna to być osoba znana z działalności społecznej i akceptowana, nie chodzi o kandydatów całkowicie apolitycznych. Przykład profesora Religi pokazuje, że nie da się uniknąć identyfikacji politycznej. Nie da się też wykreować przez dwa lata osoby zupełnie nieznanej.


Nie sądzę.


Ma pan wiele racji. Dziś większość wyborców Platformy Obywatelskiej jest nią tak zauroczona, że żadne nasze argumenty do nich nie trafią, więc nie ma sensu ruszać z gigantycznymi kampaniami, że Platforma skłamała. Wolimy pytać, jak się czują głosujący na nich nauczyciele czy lekarze, którzy czekają na podwyżki.


Nie sądzę. Sprawa stosunków z Kościołem i religii na maturze rozgrzewa na nowo spory światopoglądowe, w których PO oraz PiS mówią jednym głosem, a to my jesteśmy jedyną opozycją.


Oczywiście, że tak. Uważamy, że ustępstwa wobec Kościoła są błędem.


PiS chcemy rozliczyć. Trzeba pokazać wszystko, co PiS zrobiło złego w administracji i instytucjach publicznych. Moim zdaniem prawda osłabi trwale Prawo i Sprawiedliwość, wyborcy się do niego zniechęcą. A wobec PO będziemy pełną, normalną opozycją nie tylko w kwestiach światopoglądowych.


Ta współpraca w samorządzie ma inny charakter. W stolicy chodzi o to, czy będą inwestycje w infrastrukturę, w oświatę. To zupełnie inny poziom, a nasz spór z PO w skali kraju…


Ja panu dam w gębę… (śmiech)


Mówiłem panu o składanych przez nas projektach ustaw, których PO nie chce poprzeć. Nie wahamy się oskarżyć Tuska o kłamstwo w sprawie Karty praw podstawowych czy podwyżek. Jak mamy się jeszcze bardziej różnić?


Jeszcze się zdziwicie wy i zdziwi się Platforma Obywatelska. I to jeszcze jak się zdziwi! Oni są przekonani, że będziemy razem z nimi obalać weta prezydenckie.


Będziemy popierać tylko te rozwiązania, które są zgodne z naszym programem. Mogę panu teraz zapowiedzieć, że nie będzie żadnego poparcia LiD dla zgłaszanych dzisiaj pomysłów Platformy Obywatelskiej w sprawie mediów publicznych. Żadnego poparcia dla zniesienia abonamentu, w ogóle nie będziemy na ten temat rozmawiali.


Mówię otwarcie: albo PO będzie chciała rozmawiać z nami o mediach publicznych na naszych zasadach opisanych w naszym programie, albo w ogóle nie będziemy rozmawiali. Powtarzam: albo na naszych zasadach, albo wcale.


Pan mnie nie docenia. Być może PO również, ale się przekonacie.

Wojciech Olejniczak, przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Były minister rolnictwa i rozwoju wsi w rządach Leszka Millera i Marka Belki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj