Ustawa o CBA mówi, że jego szef może być odwołany jedynie w dwóch przypadkach: gdy zostanie skazany za przestępstwo lub kiedy nie wykazuje "nieskazitelnej postawy moralnej, obywatelskiej i patriotycznej". "To ogólnikowe sformułowanie. By się na nie powołać, trzeba dysponować konkretami. Np. że działał na polityczne zamówienie lub preparował dowody. Takich nie mamy" - mówi "Polsce" czołowy polityk PO, prosząc o zachowanie anonimowości.

Co prawda, w przyszły wtorek lub w środę premier Donald Tusk spotka się z szefem CBA, jednak efekt będzie mizerny. Spotkanie z Kamińskim i ostrą z nim rozmowę Tusk zapowiadał od pierwszych dni urzędowania. Ale termin ciągle się przesuwał. Premier czekał na raport o działalności CBA, który przygotowała Pitera. Dokument trafił do szefa rządu pod koniec grudnia i zawiera 40 stron. Z nieoficjalnych informacji, do których dotarła "Polska", wynika, że nie ma w nim podstaw do zmiany szefa Biura.

Główne zarzuty raportu Pitery nie są nowe: CBA nie miało prawa fałszować dokumentów, które posłużyły do akcji w Ministerstwie Rolnictwa; nie było podstaw do śledztwa przeciw byłej posłance PO Beacie Sawickiej, bo zanim CBA je podjęło, nie miało informacji, że kobieta jest skorumpowana.

Ale Mariusz Kamiński ma gotową odpowiedź na te zarzuty. Po pierwsze, CBA dysponuje ekspertyzą Prokuratury Krajowej, że Biuro może preparować dokumentację, na którą mają łapać się łapownicy. Po drugie, sąd uznał za zasadne postawienie posłance korupcyjnych zarzutów, po czym wyznaczył kaucję za jej wolność.

"W tej sytuacji nie ma wyjścia. Przynajmniej przez jakiś czas Kamiński zostaje" - mówi rozmówca gazety z PO.