Kurski zdradził w Tok FM, że Czesław Kłosek - górnik, który oddał order w proteście przeciwko nadaniu obywatelstwa piłkarzowi - wyjawił mu swoją przynależność partyjną "w przypływie szczerości" po programie "Teraz MY" w TVN.

"Gdyby prezydentem był Donald Tusk, a górnik był członkiem PiS, media urządziłyby nagonkę na naszą partię i sugerowałyby, że jest to sterowana akcja" - uważa Kurski.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości tłumaczył też, że ma spiskową teorię, iż cała sprawa z nadaniem obywatelstwa to temat zastępczy - wymyślony przez prezesa PZPN Michała Listkiewicza, by odwrócić uwagę od afery korupcyjnej w piłce nożnej. "Gdyby prezydent odmówił, byłaby afera, że prezydent jest ksenofobem. Każdy kij dobry, żeby przywalić prezydentowi" - mówi Kurski.

Według niego, odesłanie odznaczenia było niepotrzebne i nieuczciwe wobec Lecha Kaczyńskiego. Kurski zaraz dodał, że ma wielki szacunek dla Kłoska za to, co robił przed 1989 rokiem.

Górnik, który od Lecha Kaczyńskiego dostał order państwowy za to, że został ranny podczas pacyfikacji kopalni "Manifest Lipcowy" w 1981 roku, odesłał teraz odznaczenie prezydentowi. Twierdzi, że to protest przeciwko nadaniu obywatelstwa polskiego brazyliljskiemu piłkarzowi Rogerowi Guerreiro.