"Gazeta Wyborcza" napisała w ubiegłym tygodniu, że "należąca do handlarza bronią spółka E&K, od której Ministerstwo Zdrowia kupiło 1,2 tys. respiratorów za 200 mln zł, nie dostarczyła jeszcze ani jednego aparatu".
Poseł KO Robert Kropiwnicki na konferencji prasowej w Sejmie podkreślił, że nawet w nadzwyczajnej sytuacji nikt nie zwalnia urzędników z troski o pieniądz publiczny. - mówił.
Jak zauważył za respiratory zapłacono. - dodał poseł. - podkreślił Kropiwnicki
- mówił poseł KO.
- zapowiedział. - stwierdził Kropiwnicki.
Poseł KO Dariusz Joński zażądał od Szumowskiego, że jeśli jest inaczej i respiratory jednak do Polski trafiły, to niech je pokaże.
"GW" napisała, że spółka E&K to producent motolotni i organizator lotów w trudno dostępne rejony świata; należy do Andrzeja Izdebskiego, w przeszłości zamieszanego w nielegalny handel bronią, którego ONZ wpisał na czarną listę za przemyt broni do Angoli i Liberii. Według mediów Izdebski współpracował m.in. z najsłynniejszym sprzedawcą broni Wiktorem Butem, zwanym "handlarzem śmiercią", dziś odsiadującym wyrok w amerykańskim więzieniu.
Według "GW" MZ kupiło respiratory od E&K po wyjątkowo wysokich cenach. Za 1,2 tys. aparatów zapłaciło 44,5 mln euro, czyli ok. 200 mln zł. To średnio 165 tys. zł za sztukę, podczas gdy na przykład wysokiej klasy respirator firmy Draeger kosztuje 70-90 tys. zł. Cena respiratorów z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem to 110-120 tys. zł. Dostawy miały się zacząć w kwietniu i zakończyć w czerwcu.
Minister zdrowia Łukasz Szumowski określił tekst "GW" jako "kłamstwo". - podkreślił szef resortu zdrowia.
Szumowski zaznaczył, że gdyby respiratory nie zostały dostarczone przez firmę E&K w terminie, to "standardy są takie same" i gdy firma nie wywiąże się ze swoich dostaw, to kolejnym krokiem jest żądanie dostawy lub zwrotu.