Obóz Napieralskiego wygrał w czwartek pierwszą batalię w próbie odwołania z kierowania klubem Wojciecha Olejniczaka. Przewaga była jednak minimalna. 10 do 9 dla Napieralskiego. Jedna osoba wstrzymała się od głosu. Kto? "Nie wiadomo. Cały czas próbujemy to ustalić" - mówi polityk z zarządu SLD. Jedni twierdzą, że była to Jolanta Szymanek-Deresz. Inni to dementują. "Nie, ona głosowała za Grześkiem. Wstrzymał się chyba Iwiński" - mówi jeden z polityków Sojuszu.

Reklama

Padają też wzajemne oskarżenia. M.in. o to, że na posiedzenie zarządu nie przyleciał ze Strasburga europoseł Andrzej Szejna, sojusznik Olejniczaka.

Czy Olejniczak straci stanowisko, zdecyduje we wtorek klub. Ważny będzie każdy głos. To dlatego, jak mówią nasi rozmówcy, Napieralski nie chciał, by do głosowania doszło jeszcze w piątek - bo wtedy nie byłoby pełnej frekwencji i głosy mogłyby się różnie rozłożyć.

>>>SLD pokazało Olejniczakowi czerwoną kartkę

Trwają ostatnie rozmowy, kto kogo poprze, i nerwowe liczenie głosów. Pojawiają się też kolejne oskarżenia. Przeciwnicy Napieralskiego mówią, że przez ostatnie dni bardzo starannie przygotowywał się do zamachu na Olejniczaka i zabiegał o każdego posła. Ale zarzucają mu, że gra nieczysto. "Składa ludziom różne fałszywe obietnice tylko po to, by go poparli" - denerwuje się jeden z posłów Sojuszu. "Ale żeby było jasne: on swoich obietnic nie spełni" - dodaje.

Co rzekomo obiecywał Napieralski? Nasi rozmówcy twierdzą, że obiecał m.in. Tomaszowi Kamińskiemu stanowisko wiceprzewodniczącego klubu, a Leszkowi Aleksandrzakowi - wiceprzewodniczącego partii. "Napieralski obiecał pięciu osobom, że znajdą się w prezydium klubu" - mówi jeden z posłów.

Napieralski miał też obiecywać mniej znanym posłom, że będzie promować ich w partii. "Teraz to Kamiński będzie gwiazdą wschodzącą Sojuszu" - ironizuje jeden z informatorów DZIENNIKA.

Osoba bliska Olejniczakowi sugeruje, że może się zdarzyć, że do głosowania jednak w ogóle nie dojdzie. Twierdzi, że Olejniczak we wtorek sam może złożyć swoją rezygnację z kierowania klubem. "Chociażby tylko po to, aby dać Napieralskiemu szanse pokazania, jaki to jest on kompetentny, jak potrafi się porozumiewać z innymi, jak się zna na wszystkim, jak potrafi ludzi szanować" - mówi z ironią poseł SLD.

Jeśli Olejniczak przestanie być szefem klubu, straci też stanowisko w zarządzie. Co dalej z Olejniczakiem? "Na razie z partii nie odejdzie. Ale jeśli notowania SLD będą w okolicy progu wyborczego, jest oczywiste, że wtedy jakieś kroki będą musiały być podejmowane. Nie jesteśmy przecież samobójcami" - mówi jego sprzymierzeniec.