Do Madrytu na spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw RE poleciał Radosław Sikorski. Szef MSZ chce dopilnować, by nasz kandydat utrzymał pozycję faworyta w wyścigu o fotel szefa Rady. Plany te może pokrzyżować Rosja, bo chce poszerzyć listę kandydatów. Jej faworytem, zdaniem francuskiego dziennika "Le Monde", jest Luc Van den Brande. To belgijski deputowany bez większego doświadczenia politycznego, ale za to "jest wyczulony" na stanowisko Moskwy. Cimoszewicz, mimo że związany jest z lewicą, nie gwarantuje uległości wobec Rosji.

Rosjanie wierzą, że dziś w Madrycie jest jeszcze możliwe przeforsowanie ich planu. I dopisanie do listy Van den Brande oraz innego nieznanego deputowanego Węgra Matyasa Eorsia. Oficjalnie tłumaczą to procedurami demokratycznymi.

>>>Zakład o Cimoszewicza przyjęty. Gra idzie o pensję

"Uważamy, że w imię demokracji większy wybór jest konieczny. Dlatego opowiadamy się za czterema, a nie dwoma kandydatami" - mówi DZIENNIKOWI Walerij Lewickij, radca w przedstawicielstwie Rosji przy Radzie Europy.

Obaj kandydaci Rosji wcześniej znajdowali się już na liście. Trzy tygodnie temu pełnomocnicy 47 ministrów spraw zagranicznych Rady jednak ich wykreślili. Dlaczego?

"Większość delegatów uznała, że na czele Rady powinien stać polityk wielkiego formatu, najlepiej były premier" - tłumaczy polski dyplomata. "Tylko tak Rada może odzyskać swój prestiż" - dodaje.

A Cimoszewicz spełnia te warunki. Jednak, jak zauważa nasz rozmówca, jego doświadczenie i kontakty polityczne to poważny powód do niepokoju dla Rosjan. Drugi powód to fakt, że Cimoszewicz jest reprezentantem Polski, a więc kraju od wielu lat nastawionego antyrosyjsko. Kreml obawia się, że Polak znacznie skuteczniej niż jego poprzednicy będzie więc kierował Radą Europy. Może starać się wymusić na rządzie Władimira Putina przestrzegania podstawowych zasad demokracji i praw człowieka.

"Cimoszewicz jest jedynym kandydatem, który zna rosyjski i realia obszaru postsowieckiego. W takich sprawach jak Czeczenia nie posądzam go o układność czy brak ostrości spojrzenia. Jako sekretarz generalny z pewnością nie stosowałby taryfy ulgowej, gdy chodzi o prawa człowieka" - mówi nam Tomasz Nałęcz, działacz lewicy i wieloletni przyjaciel Cimoszewicza.

Rosja już teraz ma kłopoty z Radą. Co piąty skazujący wyrok strasburskiego trybunału jest wymierzony właśnie w Moskwę. Choć kraj należy do Rady Europy od 1996 roku, rosyjska Duma do tej pory nie ratyfikowała protokołu o ochronie praw człowieka. A od 3 lat blokuje reformę Trybunału Praw Człowieka, która nadałaby wyrokom większą moc wykonawczą.

Czy i w sprawie nowego sekretarza generalnego Kreml postawi na swoim? Henrietta Girard, rzeczniczka prasowa Rady, uważa, że szanse Rosji na przekonanie pozostałych państw do wydłużenia listy kandydatów są niewielkie.

"Dokonując wyboru dwóch kandydatów delegaci działali z polecenia swoich rządów. Wątpliwe, aby teraz zmienili zdanie" - tłumaczy.

>>>Poświęcimy Buzka dla Cimoszewicza?

W samym Zgromadzeniu Parlamentarnym szanse Moskwy na sukces są jeszcze mniejsze. Na 318 głosów Rosja wraz z byłymi republikami sowieckimi o dyktatorskich skłonnościach może co najwyższej liczyć na 38 deputowanych. A część zachodnich przywódców o prorosyjskich skłonnościach, jak Włoch Silvio Berlusconi, już zapowiedziała, że poprze Cimoszewicza.

Kto będzie kierował organizacją Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy zdecyduje 22 czerwca. Na razie lista oficjalnych kandydatów ograniczona jest do dwóch osób: Cimoszewicza i byłego szefa norweskiego rządu Thorbjorna Jaglanda. To stawia Polaka w pozycji faworyta, bo po nominacji Duńczyka Andersa Fogha Rasmussena na szefa NATO szanse Skandynawów na objęcia kolejnej prestiżowej funkcji w organizacjach euroatlantyckich są małe.