"Prawdą jest, że dla stoczni. Poszukiwaliśmy takich inwestorów, którzy chcieliby kupować aktywa stoczni Gdynia i Szczecin i mogli zadeklarować chęć budowy statków. Bliskowschodni inwestor, który wystąpił pod firmą Stichting Particulier Fonds Greenrights publicznie to deklarował. Przygotowania w tej sprawie czynił jeszcze przed ogłoszeniem przetargu. Wizytował te stocznie w lutym 2008 roku" - powiedział szef resortu skarbu.
>>> Czytaj także: Tak rząd mówił CBA, jak ma sprawdzać stocznie
Wyjaśnił, że w momencie wpłacenia wadiów przez inwestorów, MSP wiedziało, że , który chce kupić kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin i jest nim Stichting Particulier Fonds Greenrights. "W związku z tym - jeżeli na kluczowe aktywa był jeden oferent. Nie było fizycznej możliwości, by w jakiś sposób blokować innych inwestorów, bo oni nie zgłosili się na zakup kluczowych aktywów" - podkreślił.
"Dziwi mnie dzisiaj na mnie i na cały proces sprzedaży majątku stoczni, wypaczający cały kontekst tego postępowania. Bo przecież to oni kiedyś m.in. doprowadzili do złej sytuacji tych stoczni" - dodał.
>>> Czytaj więcej o tłumaczeniach ARP
Minister przyznał, że 13 maja, kiedy rozpoczynał się pierwszy przetarg, katarski fundusz przysłał do MSP i zarządcy kompensacji , ponieważ nie jest jeszcze do niego gotowy". "Prawdą jest, że Myśmy oczekiwali, że inwestor weźmie udział w licytacji i wylicytuje główne aktywa stoczniowe, stanie się ich właścicielem i będzie tam budował statki, tak jak to deklarował. Tego wszyscy oczekiwaliśmy" - podkreślił.
"Kiedy dowiedziałem się od prezesa ARP Wojciecha Dąbrowskiego, że nie ma prawnej możliwości przerwania przetargu, w witrynie internetowej i wziął udział w licytacji. W związku z tym moje zapytanie o prawną możliwość jest pokazywane jako manipulacja przy przetargu. To jakiś absurd" - powiedział Grad.
"Jeżeli jest inwestor, który wpłacił wadium jako jedyny na kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin, gdzie można budować statki, to fakt, że , żeby ten inwestor do końca w tej procedurze wziął udział" - podkreślił.
czytaj dalej
Grad tłumaczył się także z roli, jaką w całej sprawie odegrał , który reprezentował m.in. katarski fundusz w sprawie sprzedaży stoczni.
>>> Czytaj więcej o przedstawicielu Katarczyków
Miał on sugerować, by resort sfinalizował ugodę pomiędzy Bumarem a spółkami z Bliskiego Wschodu pośredniczącymi w sprzedaży bronią. Sam miałby z tego prowizję. Minister dodał, że tego nie zaakceptował, bo nie można tego łączyć ze sprzedażą stoczni.
"Otrzymywałem temat ze strony naszych ambasadorów w Kuwejcie i w Katarze. Ich zdaniem, jest to osoba, do której strona katarska i kuwejcka ma zaufanie w tym kuwejccy akcjonarjusze spółki założonej z Bumarem. Oni tą osobę delegowali do rozmów" - podkreślił minister. Dodał, że dla resortu Assir był mało istotny, ale stronie katarskiej czy kuwejckiej zależało na jego udziale w negocjacjach.
>>> Czytaj więcej o "grupie trzymającej stocznie"
Minister wyjaśnił, że z wcześniejszych lat na kwotę ok. 60 mln USD. "W wyniku negocjacji Bumaru z tymi podmiotami wynegocjowano kwotę 13 mln USD" - powiedział. "Odniosłem takie wrażenie w końcówce procesu sprzedaży stoczni, że inwestor próbuje sugerować, iż . Nie zaakceptowałem tego. Powiedziałem, że nie wolno tych dwóch rzeczy wiązać ze sobą, a na pewno wcześniej rozwiązać problem Bumaru. Ja jako walne zgromadzenie Bumaru " - podkreślił szef resortu skarbu.
Wyjaśnił, że , to zapewne doszłoby do zakupu aktywów i jednocześnie zostałaby sfinalizowana ugoda między Bumarem a podmiotami z Bliskiego Wschodu. Grad przypomniał, że katarski fundusz utracił wadium w wysokości 8 mln euro, a Bumar niedokonał żadnej płatności na rzecz spółek z Bliskiego Wschodu, chociaż ten problem wcześniej czy później musi zostać rozwiązany dla dobra Bumaru.