Udzielając wywiadu w TVN24 Marek Migalski pozwolił sobie na luz, który świadczył o dystansie do rewelacji, jakie opowiadał we "Wprost Light" Jacek Kurski. Ten ostatni
mówił, że czuje się tak jakby ktoś na niego polował. Zasugerował, że mogą to być spec-służby. Brukselska prostytutka o imieniu Sara miała bowiem wiedzieć, o której europoseł wraca do
hotelu. Tak jakby ktoś dawał jej cynk.
"Jestem od Jacka w tej lepszej sytuacji, że wynająłem tam mieszkanie w Brukseli i nie przychodzę o 2.30 do hotelu, więc do mnie Sary nie wydzwaniają" - powiedział w TVN24
Migalski. Na pytanie, czy w ogóle ktoś wydzwania, dodał: "A jak wydzwaniają to są Sary, które znam. Jestem 40-letnim singlem".
Gwoli przypomnienia, Jacek Kurski opowiedział taką historię: "Taka scena: hotel w Brukseli, wracam z kolacji do pokoju. Jest 2.30 w nocy. Słuchawka leży na telefonie, ale nie na
widełkach. Odruchowo ją odkładam. Za trzydzieści sekund jest telefon. Dzwoni kobieta i nachalnie proponuje swoje usługi. Odkładam słuchawkę. Po chwili dzwoni znowu: "Cześć, jestem
Sara, chyba nie jesteś gejem". Odłożenie tej słuchawki wskazało moment, w którym wróciłem do pokoju. Dziwna sprawa" - mówił Kurski w wywiadzie dla "Wprost
Light".