Ekolodzy rwą włosy na głowach. Rosjanie wpadli bowiem na szaleńczy pomysł. Chcą stworzyć pierwszą na świecie pływającą elektrownię atomową. Ma ona zapewniać prąd arktycznym osiedlom. Umowę na jej stworzenie podpisano w rosyjskiej stoczni - tej samej, w której zbudowano felerny okręt podwodny "Kursk".
Rosjanie są dumni ze swojego nowego pomysłu. Wreszcie rozwiążą problem braku prądu w małych, arktycznych miejscowościach. Elektrownia ma bowiem zakotwiczyć przy
brzegu i dostarczać światło. Na pokładzie wartego 9 milionów rubli okrętu będzie jeden niewielki reaktor atomowy, którego moc wystarczy do zapewnienia prądu i ciepła kilku osadom. Rosjanie
planują wyprodukowanie aż 11 takich statków.
Obiecują oczywiście, że elektrownia będzie bezpieczna i nie dojdzie do tragedii. Jednak ekolodzy nie sa tego pewni. Pływające reaktory będą operować na morzach pełnych gór lodowych, wystarczy więc tylko chwila nieuwagi załogi, by doszło do katastrofy.
Mało tego, te statki powstają w stoczni, w której zbudowano okręt podwodny "Kursk". A ten szybko poszedł na dno po awarii. To raczej kiepska prognoza na przyszłość dla pływających elektrowni.
Obiecują oczywiście, że elektrownia będzie bezpieczna i nie dojdzie do tragedii. Jednak ekolodzy nie sa tego pewni. Pływające reaktory będą operować na morzach pełnych gór lodowych, wystarczy więc tylko chwila nieuwagi załogi, by doszło do katastrofy.
Mało tego, te statki powstają w stoczni, w której zbudowano okręt podwodny "Kursk". A ten szybko poszedł na dno po awarii. To raczej kiepska prognoza na przyszłość dla pływających elektrowni.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|