"Błękitne hełmy", które trafią do Libanu, nie powstrzymają rzezi na Bliskim Wschodzie. Jedyne, co będą mogli zrobić, to siedzieć w bunkrach i modlić się, żeby ich nie zaatakowano. Ta misja to kolejny dowód na słabość ONZ.
Do szczegółów misji dotarli dziennikarze francuskiego "Le Monde". Okazuje się, że wojska ONZ nie mogą przetrząsać nadgranicznych miejscowości w poszukiwaniu składów broni Hezbollahu.
Mało tego, broni mogą użyć tylko w samoobronie. Jeśli dojdzie znów do walk, to "błękitne hełmy" nie będą mogły ich powstrzymać. Żołnierze będą tylko bezsilnie patrzeć, jak na Bliskim Wschodzie znów poleje się krew.
Dlatego o wiele lepszym wyjściem byłoby posłanie na granice libańsko-izraelską sił NATO. Twardzi żołnierze bez problemu potrafiliby rozbić terrorystów z Hezbollahu i powstrzymać Izrael przed kolejnymi atakami. Na to nie zgadzają się Izrael i Liban.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|