Przysłowie "Pijany jak Chińczyk" zaczyna krążyć po świecie. Nic dziwnego. Chińczycy piją na umór i - co gorsza - pozwalają pić swoim dzieciom. Najbardziej upodobali sobie piwo. Właśnie trwa największy z chińskich festynów piwnych - Qingdao International Beer Festival.
Przez dwa tygodnie Qingdao, czyli 8-milionowa miejscowość we wschodnich Chinach, jest dosłownie i w przenośni zalana piwem. Ludzie upijają się najpopularniejszym chińskim piwem o nazwie
Tsingtao. O zgrozo, upijają się też dzieci.
Nikogo to nie bulwersuje, bo Chińczycy nie mają pojęcia o szkodliwości alkoholu. W Chinach nie ma prawa, które zabraniałoby dzieciom picia, ani organizacji społecznych,
które uświadamiałyby ludziom negatywny wpływ alkoholu na organizm.
Chiny są dzisiaj największym rynkiem piwoszy na świecie. Żeby zaspokoić pragnienie setek milionów ludzi, piwo produkuje tam przeszło dwa tysiące browarów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl