Przechodnie nie mogli uwierzyć, że nikomu nic się nie stało. Rozpędzony peugeot najpierw zatańczył na ulicy, a potem wpadł na schody prowadzące do stacji metra w Lille we Francji.
Okazało się, że kierowca wpadł w poślizg, bo był epileptykiem. Za kierownicą dopadł go atak choroby. Stracił przytomność, a jego auto wpadło wprost do podziemnego wejścia.
Na szczęście nikogo tam nie było, inaczej doszłoby do masakry. Do szpitala trafił tylko kierowca. Żandarmi obiecują, że zrobią wszystko, by odebrać mu prawo jazdy, żeby jego choroba nie doprowadziła w końcu do tragedii.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|