Przypomina się zimna wojna. Rice groźby wobec komunistycznej Korei użyła w Japonii. Obiecała rządowi, że Amerykanie nie cofną się przed niczym, by obronić swego sojusznika przed szalonym dyktatorem Korei Północnej. Nie wykluczyła, że gdyby Kim Dzong Il zrzucił na Japonię bombę atomową, to USA odpaliłyby na Phenian własne rakiety.
To jasna wiadomość dla koreańskiego tyrana, że choć amerykańskie wojska walczą w Iraku czy Afganistanie, to Waszyngton wciąż ma dość sił, by wymazać Koreę Północną z mapy świata.
W zamian Rice usłyszała, że Japonia na pewno nie będzie chciała budować własnej broni jądrowej, choć naukowcom z Kraju Kwitnącej Wiśni wystarczyłoby kilka miesięcy, by mieć własne głowice atomowe. Ale to rozpętałoby wyścig zbrojeń w Azji. Po Japonii po atom sięgnęłaby pewnie Korea Południowa, a później Tajwan.