Sędziwy mieszkaniec Florydy przeżył atak płaszczki. Ryba wskoczyła do jego motorówki i dźgnęła go w serce zatrutym kolcem ze swego ogona. Emeryt przeżył. Ale podobne zwierzę kilka tygodni temu uśmierciło słynnego australijskiego łowcę krokodyli Steve'a Irwina.
Dzielny 81-latek z dziurawym płucem, pokonując niesamowity ból, dopłynął do brzegu i wezwał pomoc. Lekarze znaleźli go półprzytomnego w kałuży krwi, ale na tyle szybko, by uratować mu
życie.
Potrzebna była natychmiastowa operacja, bo trujące ostrze zaczęło wbijać się coraz głębiej w ciało mężczyzny. Przeszyło na wylot płuco i wbiło się już w lewą komorę serca.
Całe szczęście, że kolec nie przesunął się dalej i zakorkował otwór jaki sam zrobił. Kolec udało się usunąć i mężczyzna dochodzi do siebie w szpitalu. Miał ogromnie dużo szczęścia, bo Steve Irwin, o połowę młodszy facet, dźgnięty takim samym kolcem, zmarł już po chwili...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|