To nie był zwykły rabunek, bo z galerii nic nie zginęło. Nic poza komórkami ochroniarzy, by ci nie mogli wezwać pomocy. Jednak wszystkie obrazy i rzeźby zostały na swych miejscach. Bandyci rzucili się tylko na dzieła Aleksandra Dżikii. Wyrywali je z ram, deptali i cięli nożami.
Gdy wandale nacieszyli się zniszczeniem, wybiegli z galerii. Zagrozili przy tym, że zmasakrują każdego, kto wezwie pomoc. Oczywiście moskiewska milicja obiecuje, że złapie bandytów. Nikt jednak w to nie wierzy. Bo bandyci biorą przykład z władz. I gdy moskiewscy urzędnicy zamykają gruzińskie kasyna, czy deportują nielegalnych imigrantów, to nacjonaliści również chcą walczyć z wrogami państwa.
Szkoda tylko, że na trwającym od września konflikcie cierpi sztuka. Bo przecież obrazy ani nie wyrzuciły z Gruzji rosyjskich szpiegów, ani nie odcięły Gruzji gazu i prądu.