Policjanci rozbili barykadę na moście Elżbiety i zgarnęli przywódców chuliganów. Specjalne oddziały funkcjonariuszy rozpędziły też tłum z centrum miasta. Reszta protestujących rozpierzchła się po całym Budapeszcie. Nie stanowią już jednak żadnego zagrożenia. Starają się teraz tylko uciec.
A walka była ostra.. Prawicowym demonstrantom udało się uruchomić nieuzbrojony czołg, który był dekoracją obchodów rocznicy powstania sprzed 50 lat . Chcieli nim staranować policyjny kordon. Zatrzymała go jednak barykada z policyjnych samochodów.
Blokada placu przed parlamentem rozjuszyła ok. 1000 opozycjonistów, którzy chcieli się tam rano dostać i kilkanaście tysięcy Węgrów, którzy chcieli się przyłączyć do demonstracji. W porannych przepychankach, gdy policja usuwała demonstrantów z okolic miejsc wyznaczonych do oficjalnych obchodów rocznicy węgierskiej rewolucji, rannych zostało 10 osób. W tej chwili ta liczba jest już wielokrotnie wyższa. Bo po południu potyczki z policją wzmogły się.
Na ulicach Budapesztu demonstrowało kilkadziesiąt tysięcy Węgrów z flagami i gwizdkami. Krzyczeli: "Wolne Węgry!", "Gyurcsany kłamca!" czy "Nie zapomnimy 56 roku!". Policja spychała ich jak najdalej od centralnego Placu Kossutha, na którym zgromadzono dziennikarzy i zagranicznych gości.
Ale tak naprawdę nie wiadomo już przeciwko czemu demonstrują protestujący. Świadkowie mówią, że jest wśród nich sporo zwyczajnych zadymiarzy - skinheadów i zamaskowanych młodych ludzi.