Babcię, która zaklinowała się w aucie, uwolnili strażacy. Musieli ją jednak wyciągać przez szyberdach, bo pani kierowca nie zgodziła się na cięcie jej ukochanej toyoty. Mimo że musiała się przeciskać przez wąskie okienko, nie omieszkała zabrać torebki i kanapek.
Jej samej nic się nie stało, ale ze stacją benzynową jest trochę gorzej. Będzie nieczynna przez kilkanaście dni, a uszkodzenia idą w dziesiątki tysięcy złotych. Bo staruszka uszkodziła rurę łączącą pompę ze zbiornikami, a stacja benzynowa nie może działać z uszkodzonymi systemami przesyłowymi. W każdej chwili może dojść do tragedii.
Staruszka nic sobie jednak z tego nie robi i zapowiada, że będzie jeździć dalej. Bo - jak sama twierdzi - to dopiero jej pierwszy wypadek. Ale pytanie, czy ostatni?