Greccy nauczyciele najpierw krzyczeli, że chcą podwyżek. Potem podpalili butelki z benzyną i rzucili je w stronę maszerujących na nich policjantów. Ci odpowiedzieli gazem łzawiącym. Starcia w centrum Aten trwały wiele godzin.
Zaczęło się na Placu Konstytucji, tuż przed budynkiem parlamentu. Samochody płonęły też na terenie kampusu ateńskiej politechniki. Ogień i czarny dym palonych opon mieszał się z
białym gazem z granatów. Do protestu nauczycieli dołączyło 9 tys. studentów i uczniów.
Wszystkim protestującym wsparcia udzielili urzędnicy państwowi, na pół dnia wychodząc z pracy. Większość przyłączyła się do marszu, część uczestniczyła w walkach z policją.
Nauczyciele chcą podwyżki pensji równej - w przeliczeniu - prawie 2,5 tys. złotych, a kolejny marsz zapowiadają na 9 listopada.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|