Wybrał się z bronią na przyjęcie urodzinowe na filipińskiej wyspie Papawan. Za to został wyproszony z imprezy. Szaleniec wrócił, by się zemścić. Zdetonował na przyjęciu granat. Zabił siebie i siedmiu gości.
A wszystko dlatego, że mężczyzna z bronią za pazuchą poczuł się śmiertelnie obrażony. Za to, że pokazano mu na przyjęciu urodzinowym drzwi. Ale wrócił na imprezę po kilku godzinach. Wyjął granat. I odpalił go w tłumie gości.
Zginęło osiem osób, w tym zamachowiec, a 23 gości zostało rannych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl