Fakt, Nicholas Sarkozy miał kiedyś spotkanie z korespondentami zagranicznych mediów, a pani Ségolène Royal miała kilka wpadek na kontrowersyjne tematy, ale dominują sprawy krajowe. Prowadząca w sondażach trójka kandydatów mocno różni się między sobą przede wszystkim w sprawach europejskich.

François Bayrou jest najbardziej prounijny. Jest za ścisłą współpracą rządów UE - szczególnie w sprawach podatków - bo jak sam mówi, "Unia ważna jest dla rozwoju Francji". Ségolène Royale chce integracji, ale zgodnej z polityką społeczną Francji. Na drugim miejscu stawia sprawy afrykańskie. Francuskojęzyczne byłe kolonie przysparzają Francji sporo kłopotów.

Nicholas Sarkozy mniej myśli o Afryce, o wiele więcej uwagi poświęca za to krytyce różnych unijnych instytucji, a szczególnie Europejskiego Banku Centralnego. Cała trójka zgadza się co do Iraku. Przyszły prezydent Francji do USA nie dołączy i wojsk wysyłać nie będzie. Choć wyborcy - co nie dziwi - bardziej przejmują się sprawami Francji niż tymi poza jej granicami, kandydaci nie mogą pozwolić sobie na wpadki.

W polityce francuskiej funkcjonuje takie powiedzenie, że o ile polityka zagraniczna nie umieści Cię na urzędzie, wpadki w jej prowadzeniu mogą Cię z niego zrzucić.