Rannych jest 128 osób - podała telewizja STV, powołując się na najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia. W szpitalach jest około 50 rannych. Lekarz kliniki, gdzie trafiło ponad 20 rannych, powiedział, że 11 osób jest w ciężkim stanie.

Reklama

Wybuch nastąpił tuż przed godz. 18 czasu lokalnego (godz. 17 czasu polskiego) na stacji metra Oktiabrskaja w centrum Mińska. Miejsce zdarzenia odwiedził już prezydent Alaksandr Łukaszenka - podała oficjalna agencja BiełTA.

>>> Tu zobaczysz dramatyczne zdjęcia z Mińska

AP / Sergei Grits

Według słów świadków, z podziemi wybiegali ludzie z zakrwawionymi twarzami, w rozdartych ubraniach, często bez butów. Nad wejściem do stacji unosi się czarny dym.

>>> Tu zobaczysz wideo z metra w Mińsku

Korespondent serwisu Naviny donosi, że sceneria w centrum Mińska przypomina tragiczne wydarzenia w metrze w Moskwie.

Świadkowie, których relacje są cytowane przez białoruskie media, mówią o zalanych krwią chodnikach i wielu rannych, w tym bardzo ciężko. "Dziewczyna, która jest ze mną, mówi, że widziała ludzi bez rąk, bez nóg. Krew i mięso - taki był obraz. Widziałam ludzi całych we krwi. Ludzi, którzy są ciężej ranni, układają na noszach w pierwszej kolejności, ci lżej ranni czekają" - opowiadała Radiu Swaboda Elena Pankratowa.

>>> Tu zobaczysz relację białoruskiej telewizji

Nie wiadomo, co wydarzyło się w białoruskim metrze. Według agencji BiełTA, która powołuje się na świadków, eksplozja nastąpiła w ostatnim wagonie pociągu metra. Słychać było trzask, niemal nie było ognia, ale pojawiło się dużo dymu. Wciąż nie ma informacji, co było przyczyną wybuchu, jednak milicja skłania się ku wersji o zamachu.

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka polecił wzmocnić środki bezpieczeństwa na nadzwyczajnym spotkaniu zwołanym wkrótce po informacjach o wybuchu w mińskim metrze - podała telewizja STV.

Na pobliskim Placu Niepodległości, centralnym punkcie Mińska, wstrzymano ruch. W okolice stacji metra dopuszczani są tylko milicjanci i ratownicy.