Hamid to brat przywódcy federacji plemiennej, która walczy z siłami prezydenta.

Reklama

W piątek doszło też do ataku na pałac prezydenta Alego Abd Allaha Salaha w Sanie. Rannych zostało kilku dygnitarzy, w tym sam prezydent, który - jak powiedział agencji Reuters przedstawiciel jemeńskich władz - został lekko ranny.

Pierwotnie poinformowano, że w ataku zginęło siedem osób. Według najnowszego bilansu, który podał w sobotę przedstawiciel jemeńskich władz, w następstwie ostrzału artyleryjskiego meczetu w pałacu prezydenckim śmierć poniosło 11 osób, 124 zostało rannych, a atak nastąpił podczas piątkowych modłów.

Władze Jemenu oskarżyły o ostrzał wrogie wobec Salaha klany plemienne. Jednak przywódca jemeńskiej federacji plemiennej Sadek al-Ahmar zaprzeczył, jakoby atak na pałac prezydencki przeprowadzili jego ludzie. Niemniej elitarne jednostki armii jemeńskiej przeprowadziły w piątek odwetowy ostrzał artyleryjski domów przywódców federacji plemiennej.

Oddziały lojalne wobec prezydenta Salaha, które tłumią protesty, wycofały się w sobotę z Taizzu na południu kraju, gdzie przez tydzień ścierały się z proreformatorskimi demonstrantami - powiedział pragnący zachować anonimowość przedstawiciel opozycji.

Policja i żołnierze wierni prezydentowi Salahowi kilkakrotnie ostrzelali demonstrantów apelujących o ustąpienie do prezydenta, który rządzi Jemenem niemal 33 lata.

W kraju panuje chaos, bo mimo wcześniejszych ustaleń Salah odmówił podpisania porozumienia z opozycją i przekazania władzy.