Gazeta stwierdza, że polska komisja rządowa napisała w opublikowanym w piątek raporcie, iż ostatnie słowo w sprawie decyzji o lądowaniu rządowego samolotu ma "główny pasażer". "Tym sposobem decyzję o lądowaniu samolotu w Smoleńsku powinien był podjąć prezydent Polski Lech Kaczyński, a nie członkowie załogi. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jest to całkowity absurd, gdyż szef państwa na pokładzie jest tylko pasażerem" - uważają "Izwiestija".

Reklama

Według słów stojącego na czele komisji badającej przyczynę katastrofy samolotu szefa MSWiA Jerzego Millera, odpowiednią instrukcją w tej kwestii dysponują polskie siły powietrzne. Wcześniej pogłoskom o jej istnieniu polskie władze uporczywie zaprzeczały - donosi dziennik.

"Polscy piloci nie zawsze trzymali się tej morderczej, jak się okazało, instrukcji" - twierdzą "Izwiestija". Gazeta przypomina, że w 2008 roku w czasie lotu do Azerbejdżanu Lech Kaczyński kilka razy wchodził do kabiny pilotów, uporczywie domagając się od załogi zmiany kursu i lądowania w Tbilisi.

"Pierwotnie planowano, że Kaczyński wyląduje na terytorium Azerbejdżanu, a potem samochodem uda się do stolicy Gruzji. Piloci odmówili lotu do Tbilisi twierdząc, że jest to bardzo niebezpieczne - na lotnisku nie było radaru. Po locie piloci zostali odsunięci od pracy. O ich losie wiedzieli piloci, którzy wypełnili rozkaz posadzenia prezydenckiego samolotu w Smoleńsku - wbrew zdrowemu rozsądkowi, bojąc się gniewu Kaczyńskiego zdecydowali się na lądowanie w trudnych warunkach meteorologicznych - konkludują "Izwiestija".