Dzięki umowie rosyjski koncern będzie miał możliwość działania m.in. na terenie USA – w Zatoce Meksykańskiej i Teksasie.

Umowę podpisano w obecności premiera Rosji Władimira Putina. Szef rosyjskiego rządu podkreślił, że umowa zostanie pozytywnie oceniona przez światowe rynki energetyczne, gdyż „pojawiają się nowe horyzonty pracy czołowych kompanii światowych na rosyjskich szelfie arktycznym i na głębokich wodach”. Same bezpośrednie inwestycje w tym projekcie wyniosą od 200 do 300 mld dol. – A jeśli jeszcze weźmie się pod uwagę zagospodarowanie terenu, infrastrukturę, liczba ta może dojść do 500 mld dol. – zaznaczył Putin.

Agencja Associated Press pisze, że Rosnieft nie ma własnej technologii głębokich wierceń, toteż szuka partnerów. Instytut Monitoringu Geologicznego USA szacuje, że w Arktyce może się znajdować 13 proc. nieodkrytych światowych złóż ropy i 30 proc. złóż gazu. Ocieplający się klimat może ułatwić dostęp do zasobów. Państwa arktyczne (Rosja, Kanada, USA, Dania i Norwegia) regularnie spierają się o granice tego regionu.

Gazprom współpracuje już z największym koncernem naftowym Europy, Royal Dutch Schell, przy rozbudowie jedynego rosyjskiego terminalu LNG Sachalin 2. To ta sama firma, która cztery lata temu musiała oddać kontrolę tego złoża gazu rosyjskim konkurentom. W zamian za prawo do udziału w inwestycji na Sachalinie holenderski koncern jest gotów dopuścić Rosjan do udziału w jednym ze swoich zamorskich złóż, prawdopodobnie w Australii.

Rozmowy Shella z Rosjanami prowadzone były zaledwie kilka tygodni po transakcji BP z koncernem Rosnieft (umowa o wzajemnej wymianie akcji o łącznej wartości 16 mld dol.). BP również należy do firm sekowanych w przeszłości przez rosyjskie władze. Powrót inwestorów zagranicznych do Rosji oznacza, że państwo potrzebuje inwestycji i know-how z Zachodu, aby nie wypaść z rywalizacji o rynki zbytu na surowce.