Szeroko komentowane przemówienie na temat prawyborów prezydenckich i kandydatury Donalda Trumpa, wygłoszone na Uniwersytecie Utah, Mitt Romney rozpoczął od zapewnienia, że nie zamierza ogłaszać własnego startu w wyborach. Zdecydował się zabrać głos, gdyż .
W ocenie Romneya Trump, faworyt republikańskiej rywalizacji o kandydaturę w wyborach prezydenckich, nie ma by pełnić urząd prezydenta USA. - powiedział Romney, który sam bez powodzenia ubiegał się z ramienia Partii Republikańskiej o fotel prezydenta USA cztery lata temu.
Romney podważył rozpowszechniany przez Trumpa wizerunek człowieka sukcesu w biznesie. Przypomniał, że Trump odziedziczył majątek po ojcu, a jego liczne firmy i przedsięwzięcia bankrutowały lub okazywały się totalnym niewypałem. - powiedział. Zarzucił też Trumpowi, że , skoro jak dotąd nie ujawnił deklaracji podatkowych.
Romney zdyskredytował pomysły Trumpa dotyczące polityki zagranicznej, mówiąc, że , jak też propozycje gospodarcze, . Jako przykład podał propozycję 35-proc. podatku od towarów sprowadzanych z Chin, która - zdaniem Romneya - oznaczałaby wojnę handlową, wzrost cen i ucieczkę biznesmenów z USA.
Wskazał, że dotychczasowe wypowiedzi Trumpa - powiedział Romney. Wytknął Trumpowi, że mówi, iż .
Przypomniał też wiele chamskich lub wulgarnych wypowiedzi Trumpa, w tym pod adresem niepełnosprawnego dziennikarza, czy weterana wojny w Wietnamie senatora Johna McCaina oraz kobiet (Trump naśmiewał się z wyglądu swej rywalki w wyścigu prezydenckim oraz zarzucił prezenterce FOX News, że jej rzekomo złośliwe pytania to efekt menstruacji).
- mówił Romney.
Jego zdaniem nominacja GOP dla Trumpa oznaczałaby - co potwierdzają sondaże - że to Demokratka Hillary Clinton wprowadzi się do Białego Domu. " - powiedział. Wyraził przekonanie, że Demokraci będą w kampanii miliony razy odtwarzać w mediach deklarację nacjonalisty i byłego członka Ku Klux Klanu Davida Duke'a, który w zeszłym tygodniu poparł kandydaturę Trumpa i powiedział, że będzie "zdradą dziedzictwa", jeśli jakiś biały Amerykanin nie zagłosuje na niego.
Romney nie poparł w swym wystąpieniu żadnego z trzech republikańskich rywali Trumpa, którzy pozostali w wyścigu o nominację GOP. Wezwał republikańskich wyborców, by w dalszych prawyborach głosowali na jednego z nich: senatora z Florydy Marco Rubio, senatora z Teksasu Teda Cruza lub gubernatora Ohio Johna Kasicha, ale nie na Trumpa.
W telewizji CNN komentatorzy oceniali, że przemówienie Romneya to ewidentne wezwanie do tzw. brokered convention, zwanej też contested convention, czyli zablokowania nominacji Trumpa na lipcowej konwencji GOP, podczas której delegaci muszą wskazać ostatecznego kandydata partii w listopadowych wyborach prezydenckich.
Ten niezwykle rzadki scenariusz jest możliwy pod warunkiem, że żadnemu kandydatowi nie uda się do końca prawyborów zagwarantować sobie większości delegatów. Wówczas tylko w pierwszym głosowaniu na konwencji delegaci są zobowiązani głosować lojalnie wobec kandydata, którego reprezentują, bo wygrał w ich okręgu. Jeśli Trump nie dostałby w nim ponad 50 proc. głosów, potrzebne byłoby drugie, a może i trzecie głosowanie, przy czym delegaci mieliby już pełną swobodę w kwestii tego, jak głosować.