- oświadczył Dmitrij Pieskow.
Rzecznik Kremla dodał, że Rosja nadal nie wie, jakimi danymi operują autorzy oskarżeń pod jej adresem. Jednocześnie Rosja kategorycznie zaprzecza, by związek z jakimikolwiek atakami hakerskimi mogli mieć jej oficjalni przedstawiciele, czy też resorty państwowe Federacji Rosyjskiej - dodał Pieskow.
- powiedział rzecznik.
Pieskow wyjaśnił również, że w okresie świątecznym w Rosji - na przełomie grudnia i w pierwszym tygodniu stycznia - nie doszło do żadnych kontaktów Moskwy z ekipą prezydenta elekta USA Donalda Trumpa. Spotkanie amerykańsko-rosyjskie na wyższym szczeblu jest możliwe dopiero po inauguracji Trumpa - dodał rzecznik. Zaprzysiężenie nowego prezydenta USA odbędzie się 20 stycznia.
Raport na temat domniemanej ingerencji rosyjskich służb w wybory w USA sporządzili szefowie amerykańskich służb wywiadowczych. Nie jest on jawny, choć jego fragmenty mają być przedstawione szerszej publiczności. Według służb początkowym celem kampanii dezinformacji i cyberataków prowadzonej przez wywiad rosyjski było zakłócenie amerykańskiego demokratycznego procesu wyborczego, osłabienie ewentualnej prezydentury Hillary Clinton oraz zwiększenie szans Trumpa na zwycięstwo.
Prezydent elekt przed spotkaniem z szefami agencji wywiadowczych w piątek powiedział w wywiadzie dla "New York Timesa", że kontrowersje wokół kwestii ingerowania rosyjskich służb specjalnych w amerykańskie wybory prezydenckie to "polityczne polowanie na czarownice".