Pelosi poinformowała w poniedziałkowym liście, że jeszcze w tym tygodniu Izba Reprezentantów podejmie formalne głosowanie w sprawie impeachmentu Trumpa, które ma uniemożliwić jego administracji bojkotowanie dochodzenia w sprawie tzw. afery ukraińskiej z udziałem prezydenta.

Rezolucja, którą chcą przegłosować Demokraci, określi też następne kroki, jakie podejmą komisje prowadzące dochodzenie, w tym termin przedstawienia materiałów dowodowych zebranych podczas przesłuchań i analizy dokumentów. Oczekuje się, że głosowanie nastąpi w czwartek.

Według "WSJ" Pelosi pisze w liście, że "takie głosowanie nie jest potrzebne, ale mimo to Izba Reprezentantów je przeprowadzi". "To jest coś, co mówisz, kiedy wiesz, że twoi krytycy mają rację, ale nie chcesz tego przyznać" – pisze konserwatywny dziennik w komentarzu redakcyjnym.

W ocenie "WSJ" sugeruje, że Pelosi zorientowała się, że dotąd dochodzenie w Izbie Reprezentantów wyglądało na upartyjnione.

Jednocześnie rezolucja "powinna pomóc Izbie w walce prowadzonej w sądach o dokumenty" i utrudnić Białemu Domowi "odmawianie współpracy" w prowadzonym dochodzeniu. Może stać się precedensem, jak to było w przypadku rezolucji zaproponowanych w procesach o impeachment Richarda Nixona i Billa Clintona - zauważa gazeta.

Rezolucja powinna też m.in. położyć kres przesłuchaniom komisji Izby Reprezentantów odbywającym się za zamkniętymi drzwiami, a także pozwolić na upublicznienie wszystkich dokumentów i zapisów zeznań. Jej warunki powinny "zezwolić republikańskiej mniejszości (w Izbie) na wzywanie świadków" - kontynuuje dziennik.

Impeachment – procedura mogąca doprowadzić do odsunięcia prezydenta od władzy – "to nie jest zwykły nadzór Kongresu" nad władzą wykonawczą – podsumowuje "WSJ". Potrzebny jest przy takim postępowaniu proces, który "przez większość Amerykanów będzie uznawany za uczciwy", nawet jeśli nie zgadają się oni co do tego, czy działania Trumpa stanowią przestępstwo.

Dochodzenie w sprawie afery ukraińskiej i ewentualnego odsunięcia prezydenta od władzy prowadzą komisje spraw zagranicznych, wywiadu oraz nadzoru i reform w Izbie Reprezentantów. Administracja Trumpa jak dotąd odmawiała współpracy w tej sprawie z Kongresem i bojkotowała wezwania pod rygorem odpowiedzialności karnej do udostępnienia dokumentów i składania zeznań.

Śledztwo w sprawie ewentualnego odsunięcia prezydenta od władzy uruchomił raport sygnalisty, który poinformował o kontrowersyjnej rozmowie telefonicznej Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, która miała miejsce 25 lipca. Zdaniem Demokratów Trump nadużył swojego urzędu, nalegając na władze Ukrainy, by wszczęły nowe śledztwo w sprawie syna Joe Bidena, Huntera, w związku z jego zatrudnieniem w ukraińskiej firmie gazowej Burisma Holdings. W ten sposób chciał ich zdaniem zaszkodzić Joe Bidenowi, który jest obecnie jego najpoważniejszym rywalem w wyborach prezydenckich.

Trumpowi zarzuca się wywieranie presji na inne państwo w celu skłonienia go do ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie oraz próby zamaskowania tych zabiegów. Zeznania świadków potwierdzają jak dotąd ocenę i obawy sygnalisty; prezydent USA utrzymuje, że w rozmowie z Zełenskim nie popełnił błędów.