- tłumaczy w CNN Charles Lister, jeden z najważniejszych amerykańskich analityków, zajmujących się sprawami Iranu. Dodaje on, że amerykański atak na szefa QUDS będzie miało znacznie większy wpływ na region niż nawet śmierć bin Ladena, czy kalifa Państwa Islamskiego. - wyjaśnia. Lister uważa jednak, że Iran nie zdecyduje się na otwartą wojnę, a wykorzysta swoje bojówki w regionie, które wezmą na cel zarówno sojuszników USA - m.in atakując rafinerie państw arabskich, jak i amerykańskie oddziały. Jednym z takich celów może być mały, liczący 500 osób, kontyngent w Syrii.
Wtóruje mu Ben Friedman z think tanku Defense Priorities. Jego zdaniem, atak był . Jego bowiem zdaniem, amerykańskie siły w regionie nie są wystarczające, by poradzić sobie z następstwami ataku. Nic więc dziwnego, że demokratyczny senator Chris Murphy pyta retorycznie, czy
Sulejmani, jak przypomina CNN, był architektem irańskiej obecności w Iraku, Syrii czy Jemenie. To on skonstruował sieć powiązań między różnymi grupami bojowników, walczących z siłami USA czy państw arabskich, wyposażając bojowników w nowoczesną broń i środki łączności. W wielu konfliktach - jak choćby w tym z 2006 między Izraelem a Hezbollahem - brał też osobiście udział. Nic więc dziwnego, że stał się jednym z najpopularniejszych ludzi w regionie, a w Iranie uznawano go za bohatera, prowadzącego świętą wojnę przeciw Ameryce. Telewizja dodaje więc, że jego zabójstwo będzie miało poważny wpływ także na rząd w Iraku, który próbował manewrować między USA i Iranem. Zdaniem CNN, Irak stanie się więc polem bitwy między tymi dwoma państwami. I to w momencie, w którym musi się też mierzyć z odradzającym się Państwem Islamskim.