Władze medyczne w Wielkiej Brytanii apelują do ludzi zaatakowanych przez norowirusa, żeby pod żadnym pozorem nie rejestrowali się w przychodniach i nie wybierali się do lekarza. Najpierw powinni się z nim skontaktować telefonicznie. Dlaczego? Lekarze boją się, że ludzie, którzy spotykają się w przychodniach i szpitalach, będą się od siebie zarażać chorobą.

Wszystko to ma zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii grypy żołądkowej. Podobnie jak zamknięcie kilkudziesięciu szpitalnych oddziałów w Anglii i Walii. Tam chorych w ogóle się nie przyjmuje.

Objawy wirusa to przede wszystkim silny rozstrój żołądka i wymioty oraz dokuczliwe bóle brzucha i gorączka. Choroba na szczęście nie jest niebezpieczna, ale pod warunkiem, że organizm chorego nie odwodni się. Bo wtedy mogą się pojawić groźne powikłania.

W okresie świątecznym na Wyspach na grypę żołądkową zachorowało ponad sto tysięcy ludzi. To dane oficjalne, ale w rzeczywistości liczba ta może być dużo większa. Bo wielu chorych prawdopodobnie w ogóle nie zgłosiło się do lekarza.