W trakcie swego przemówienia Obama stwierdził, że Lewis "poświęcił swój czas na Ziemi na walkę z atakami na demokrację". Nazwał go "najlepszym uczniem" pastora Martina Luthera Kinga, oceniając, że "przeniósł USA trochę bliżej najwyższych ideałów".

Reklama

Wywodzący się z Partii Republikańskiej Bush przyznał, że z Lewisem "oczywiście mieli swoje różnice zdań". - Ale w Ameryce, o którą walczył John Lewis i w którą ja wierzę, różnice opinii są nieodzownym elementem i dowodem na działanie demokracji - stwierdził. Clinton zauważył, że Lewis "pozostawił nam rozkazy", odnotowując opublikowany w dniu pogrzebu artykuł zmarłego w dzienniku "New York Times".

Lewis poparł w nim uczestników antyrasistowskich protestów, pisząc, że "w ostatnich dniach i godzinach życia zainspirowali go". "Zwykli ludzie o niezwykłej wizji mogą odkupić duszę Ameryki, wpadając w coś, co nazywam dobrymi kłopotami, koniecznymi kłopotami" - ocenił.

Afroamerykanin Lewis stał się znaną w całym kraju postacią, kiedy 7 marca 1965 roku, w tzw. Krwawą Niedzielę, szedł na czele marszu ok. 600 demonstrantów w miejscowości Selma w stanie Alabama.

Na moście im. Edmunda Pettusa został powalony na ziemię i dotkliwie pobity przez funkcjonariuszy stanowej policji. Relacje telewizyjne z tego zajścia zwróciły uwagę opinii publicznej w całych Stanach Zjednoczonych na problem prześladowań na tle rasowym.

Ciężkie pobicie Lewisa przez policję stało się jedną z przyczyn powstania frontu walki o prawa obywatelskie Afroamerykanów. Lewis przez wiele lat był kongresmenem z ramienia Partii Demokratycznej. Był on ostatnim żyjącym z tzw. Wielkiej Szóstki aktywistów ruchu na rzecz praw obywatelskich, której przewodził Martin Luther King.

Lewis zmarł 17 lipca w Atlancie w wieku 80 lat. Dzień później na znak żałoby prezydent USA Donald Trump nakazał opuszczenie flag do połowy masztu na budynkach federalnych w Waszyngtonie.

Po raz ostatni Lewis pojawił się publicznie w czerwcu. Wraz z burmistrz Waszyngtonu Muriel Bowser w maseczce ochronnej na twarzy pozował do zdjęć na tle żółtego napisu "Black Lives Matter", który wymalowano na placu przed Biały Domem.