Władze w Tbilisi w najczarniejszych snach nie mogły podejrzewać takiej wolty przywódcy Francji. Nicolas Sarkozy prosto z mostu oświadczył, że Moskwa ma pełne prawo do działań za granicą "w obronie rosyjskojęzycznej ludności". To zabrzmiało, jakby Sarkozy usprawiedliwiał agresję wojsk rosyjskich na Gruzję.

Reklama

Wprawdzie chwilę potem dodał, że "integralność terytorialna Gruzji musi być zachowana", ale to już nie mogło złagodzić jego wcześniejszej wypowiedzi. Zresztą jak pogodzić prawo Rosji do inwazji na teren Gruzinów z integralnością terytorium tego kraju, skoro Osetia Południowa formalnie, w świetle prawa międzynarodowego, należy właśnie do Gruzji?

Po spotkaniach w Moskwie Sarkozy ma polecieć do Tbilisi na rozmowy. Ciekawe, jak tam zostanie przyjęty przez prezydenta Saakaszwilego.