Litewskie władze oskarżają białoruskich pograniczników o udział w przerzucie nielegalnych emigrantów do Unii Europejskiej. Nazywają to przejawem wojny hybrydowej prowadzonej przez Alaksandra Łukaszenkę. Na granicy polsko-białoruskiej takiego zjawiska na razie nie zauważono. To odwrotność sytuacji z 2012 r., gdy Mińsk uderzał w podobny sposób przede wszystkim w Polskę, a nie Litwę.
Reklama

Nie dajemy wyjechać

Szefowa MSW Litwy Agnė Bilotaitė oświadczyła w niedzielnej rozmowie z agencją Delfi, że rząd ma informacje świadczące o udziale białoruskich władz w przerzucie ludzi. – To działalność zorganizowana, konkretny, dobrze zaplanowany mechanizm. I ogromne pieniądze, bo przewóz jednej osoby kosztuje 15 tys. dol. W ten sposób reżim i urzędnicy popełniają w oczywisty sposób intratne przestępstwo – dowodziła Bilotaitė. – To zagrożenie dla naszego systemu migracynego, bo nigdy nie spotykaliśmy się z tak ogromnymi przepływami – dodała.
Rząd Ingridy Šimonitė zwrócił się o wsparcie do innych krajów UE. Do Wilna przyjechało już sześciu pracowników Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, a w ciągu dwóch tygodni przybędzie kolejnych 30. Rząd w pierwszej kolejności chce rozszerzyć system monitoringu granicy. Obecnie kamery obejmują 38 proc. liczącej 679 km granicy z Białorusią.