Widzi on podział Europy na Zachód, "nawiedzany przez demony nacjonalizmu" i traktujący prawo i normy traktatowe "jako bezpiecznik", oraz Wschód, nawiedzany przez demony imperializmu, dla którego kultura i tradycje narodowe to "strażnicy zagrożonej ojczyzny".

Reklama

W wydanej ponad rok temu książce "Nowy proces Wschodu" Gastineau starał się wytłumaczyć, w jak wielkim stopniu oskarżenia takich krajów jak Polska i Węgry, są wynikiem nieznajomości ich kultury i historii.

Europejska bitwa kulturowa?

Kolejny raz Węgry stały się polem europejskiej bitwy kulturowej - pisze autor tekstu, przypominając deklarację 17 państw UE, przy okazji szczytu Unii, potępiających węgierską ustawę zakazującą promowania homoseksualizmu wśród nieletnich. Fakt, że jedna trzecia UE – Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja i Słowenia – nie podpisała tego tekstu, określa jako "istnienie niewyobrażalnego załamania geograficzno-kulturalnego".

W tych krajach - przypomina autor - małżeństwa homoseksualne są sprzeczne z konstytucją. Wynika to z tego, że "libertynizm kulturowy nie dotarł za żelazną kurtynę". I tłumaczy, cytując Milana Kunderę: (paryska rewolucja) w Maju 1968 r. kwestionowała kulturę europejską i jej tradycyjne wartości. Praska Wiosna (również w 1968 r.) była pełną pasji obroną tradycji kultury europejskiej, w jak najszerszym sensie – obroną zarówno chrześcijaństwa, jak i sztuki nowoczesnej", atakowanych przez komunistyczne władze.

Części zachodniej opinii publicznej węgierska ustawa wydawać się może oznaką przestarzałego rygoryzmu, ale na Wschodzie, na Węgrzech, odbierana jest jako wyraz przeciwstawiania się zachodniemu relatywizmowi - wskazuje publicysta.

Jego zdaniem to tylko Węgry mają decydować, jaka edukacja dobra jest dla ich młodzieży. Jednak Bruksela, powołując się na art. 1. Traktatu o Unii Europejskiej, "legitymizuje +postępową+ inżynierię społeczną, sprzeczną z różnorodnością narodów i procesami demokratycznymi, które tę różnorodność wyrażają".

Historyk krytykuje von der Leyen

Autor przypomina, jak blisko dwa lata temu, nowo mianowana przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen musiała szybko wycofać się z zamiaru stworzenia stanowiska komisarza do ochrony "europejskiego stylu życia", gdyż oskarżano ją o "gonienie za falą populizmu".

Dziś "kulturowy i moralny konserwatyzm, którego głoszonym celem jest ochrona instytucji rodzinnej i tradycyjnego małżeństwa, uznany został za przestarzały, a nawet za grożący prawom mniejszości" - zauważa Gastineau. Obecnie szefowa KE lansuje "ponadnarodowe społeczeństwo, którego osią są rewindykacje LGBT, czyli generalizacja małżeństw homoseksualnych na całą Unię".

Autor uważa, że zawartość rzekomych "wartości europejskich" określana jest w większym stopniu przez organizacje pozarządowe niż przez rządy. I daje przykład organizacji rasowych osób niebiałych, które wzywają coraz skuteczniej do "odzachodnienia" kultury i edukacji, "obalają statuy naszych starożytnych filozofów", twierdząc, że ich obecność "stwarza klimat wrogi etnicznym mniejszościom".

Podobnie – zauważa komentator – "aktywiści gender starają się zdekonstruować odmienność kobiety i mężczyzny, po to, by ustawić świat, w którym wszystko jest płynne, preludium do maksymalnej wolności indywidualnej". Bruksela nie może zmieniać się w klub postępowców, żądający od narodów coraz dalej posuniętej integracji, od teraz również obyczajowej, kulturowej i oświatowej - akcentuje.

Reklama

Bardzo poważnym błędem jest wiara, że celem społeczno-obyczajowej ofensywy są tylko Węgry – ostrzega Max-Erwann Gastineau, twierdząc, że "jesteśmy na zakręcie budowy europejskiej". Sprawa dotyczy wszystkich narodów Europy, które odpowiedzieć muszą na pytanie: "w jakiej Europie chcemy żyć".