Uczestnicy prorządowej demonstracji przemaszerowali w stronę centrum stolicy, gdzie wystąpił Orban, oskarżając instytucje Unii Europejskiej i władze Stanów Zjednoczonych o ingerowanie w sprawy Węgier oraz wzywając swoich zwolenników do obrony tego, co osiągnął jego rząd przez ponad 11 lat u władzy. Liczy się nie to, czego chcą w Brukseli, Waszyngtonie i zagranicznych mediach. To Węgrzy zadecydują o swoim losie - podkreślił.

Reklama

Bruksela, podobnie jak w stosunku do Polaków, zwraca się do nas i traktuje nas tak, jakbyśmy byli wrogiem (...) w takim razie to jest ten moment, by zrozumieli, że nawet komuniści nie byli w stanie nas pokonać - powiedział Orban, odnosząc się do 65. rocznicy wybuchu powstania węgierskiego wymierzonego przeciwko ówczesnym komunistycznym władzom kraju.

Manifestanci wymachiwali flagami Węgier i nieśli transparenty z takimi napisami jak "Bruksela oznacza dyktaturę". Niesamowite, że ponownie mamy do czynienia z atakami z Zachodu, który nieustannie krytykuje Viktora Orbana. Przyszłoroczne wybory pokażą, czy Węgry pozostaną suwerennym krajem, czy też rozpłyną się w muzułmańskim morzu - powiedziała agencji Reutera jedna z demonstrujących. Orban podtrzymuje antyimigracyjną retorykę i wielokrotnie ścierał się z Brukselą, która zarzuca mu m.in. ograniczanie wolności mediów; sprzeciwia się też przekazywaniu UE większych uprawnień, ale podkreśla, że w interesie Węgier jest pozostanie członkiem silnej Wspólnoty - pisze Reuters.

Wiec zjednoczonej opozycji

Tego samego dnia w stolicy Węgier odbył się wiec sojuszu sześciu partii opozycyjnych. Podczas tego wydarzenia wystąpił kandydat zjednoczonej opozycji na premiera w przyszłorocznych wyborach Peter Marki-Zay. Zadeklarował, że jeśli wygra, jego rząd przygotuje projekt nowej konstytucji, rozprawi się z korupcją, wprowadzi euro oraz zagwarantuje wolność mediów. Ten reżim (rząd Orbana - PAP) stał się z punktu widzenia moralności nie do utrzymania - oświadczył. Apelował do opozycji o dalszą jedność. Wszystko sprowadza się do jednego pytania: Fidesz czy nie Fidesz - podkreślił, odnosząc się do partii Orbana.

Reklama

Po raz pierwszy od objęcia władzy przez Fidesz w 2010 r. sześć największych partii opozycyjnych - Węgierska Partia Socjalistyczna (MSZP), Jobbik, ekologiczna partia Polityka Może Być Inna, liberalne Momentum, Koalicja Demokratyczna (KD) oraz liberalno-ekologiczny Dialog - zdecydowało się zawrzeć sojusz przed wyborami parlamentarnymi i przeprowadziła prawybory, w których wyłoniła swojego kandydata na premiera w wyborach w 2022 r.

Marki-Zay, 49-letni bezpartyjny konserwatysta, na węgierskiej scenie politycznej zaistniał trzy lata temu, gdy wygrał przedterminowe wybory burmistrza w swym rodzinnym mieście Hodmezoevasarhely na południu Węgier. Wcześniej jego rola publiczna ograniczała się do wspólnoty katolickiej i koła rodziców miejscowej szkoły. Określa się jako „rozczarowany fideszowiec”. Jak mówi, popierał Fidesz i głęboko przeżył upadek jego pierwszego rządu w 2002 r., ale z czasem przestał być zwolennikiem tej partii, m.in. ze względu na korupcję w jej szeregach.

Według sondaży poparcie dla Fideszu i sojuszu opozycyjnego jest wyrównane, a ok. 25 proc. respondentów jest niezdecydowanych - podaje Reuters.(arch.