Kiedy na początku sierpnia w internecie zaczęły krążyć zdjęcia fragmentów amerykańskich rakiet przeciwradarowych powietrze-ziemia AGM-88 HARM na Ukrainie, wśród obserwatorów wojny wywołało to zdziwienie i spekulacje. Pytano: jak mogły się one tam znaleźć, skoro nie da się ich wystrzeliwać z posowieckich samolotów, którymi dysponuje Ukraina? Czy Kijów otrzymał zachodnie myśliwce?

Reklama

Ukraińcy zintegrowali rakiety HARM z MiG-ami

Jak się okazało kilka dni później, odpowiedź była prosta. Jak poinformował Pentagon, ukraińskie lotnictwo po prostu znalazło sposób, by zintegrować amerykańskie rakiety ze swoimi MiG-ami.

Sprawa HARM-ów była jednym z przykładów tego, co były dowódca sił US Army w Europie, gen. Ben Hodges porównał na łamach "New York Timesa" do podejścia MacGyvera - bohatera serialu o tym samym tytule, który potrafił wydostać się z trudnej sytuacji za pomocą kreatywnie zaimprowizowanych materiałów dostępnych pod ręką.

Reklama

Ukraińcy jak McGyver

Innych przykładów nie brakowało: ukraińskie siły używają specjalnie zmodyfikowanych rakiet Brimstone z Wielkiej Brytanii, zaadaptowanych do wystrzeliwania nie z powietrza, lecz z ziemi. W podobnie nieortodoksyjny sposób używają również pocisków przeciwokrętowych, świeżo opracowanych rodzimych Neptunów czy amerykańskich Harpoonów, zaś przyczepiając lżejsze systemy rakietowe do łodzi motorowych nadrabiają brak posiadania znaczącej floty.

Jak podał też "Washington Post", budując drewniane atrapy wyrzutni HIMARS - systemów stanowiących najcenniejsze cele dla rosyjskich sił - Ukraińcy sprowokowali Rosjan do zużycia kurczącego się arsenału precyzyjnych rakiet.

Najbardziej tajemniczy przykład...

Być może najbardziej spektakularnym, choć jednocześnie najbardziej tajemniczym przykładem adaptacji i kreatywności było jednak zniszczenie bazy lotniczej Saki na Krymie, daleko za linią frontu i poza zasięgiem posiadanych przez Ukrainę broni. To, jak Ukraińcom udało się zniszczyć w ten sposób co najmniej dziewięć samolotów wroga, do dziś pozostaje niejasne. Ukraińscy oficjele podali jedynie, że było to dzieło wojsk specjalnych, dokonane za pomocą rodzimych rozwiązań. Według cytowanego przez "NYT" przedstawiciela administracji USA, atak przeprowadzono z użyciem "zaimprowiowanej gamy broni, środków wybuchowych i taktyk".

Jak mówi PAP Philip Wasielewski, analityk think-tanku Foreign Policy Research Institute (FPRI), były żołnierz marines i wieloletni oficer pionu operacyjnego CIA, podobne adaptacje są stałym elementem wojny. Jak zauważa, Ukraińcy zademonstrowali zdolność do zmian i adaptacji nie tylko pod względem używanej broni, ale też strategii, czego dowodem była niedawna kampania uderzeń na rosyjskie tyły i logistykę, by odciąć Rosjan od zaopatrzenia.

"To naturalny aspekt wojny"

To jest naturalny aspekt wojny: zawsze pojawiają się okoliczności, do których trzeba się przystosować, a strona, która najlepiej to robi, zwykle zwycięża. Być może to właśnie widzimy w tej wojnie - mówi. Jak dodaje, kwestia tego, która ze stron jest bardziej zdolna do adaptacji, to wynik m.in. kultury organizacyjnej w wojsku.

Chodzi o to, czy dane wojsko jest skłonne akceptować pomysły pochodzące z dołów - szeregowych, czy kaprali - a nie tylko te nakładane odgórnie - mówi Wasielewski.

ŚLEDŹ RELACJĘ NA ŻYWO>>>

Z kolei jak powiedział PAP płk Liam Collins, wykładowca amerykańskiej Akademii Wojskowej w West Point, który prowadził szkolenia ukraińskich żołnierzy, właśnie taką kulturę starali się wpoić ukraińskim żołnierzom szkolący ich instruktorzy z państw NATO.

Reklama

Instruktorzy z państw NATO

Kiedy zaczynaliśmy, ukraińskie siły zbrojne były wciąż armią bardzo, bardzo sowieckiego typu, gdzie niewiele mogło się dziać bez wyraźnych rozkazów z góry. Naszym celem było uczenie zachodniego sposobu walki, gdzie niżsi oficerowie podejmują inicjatywę, gdy nadarzy się ku temu okazja - powiedział Collins.

Jak zauważa Wasielewski, także i siły rosyjskie pokazały pewną zdolność do adaptacji, zarówno pod względem taktycznym, jak i jeśli chodzi o uzbrojenie. Przykładem tego drugiego jest np. używanie systemów przeciwlotniczych S-300 do ataków na cele naziemne.

To jest jednak bardziej przykład adaptacji wymuszonej desperacją i niedoborem rakiet ziemia-ziemia. W podobny sposób, choć Rosjanie wyciągnęli pewne lekcje na poziomie taktyki, nie widać takich zmian na poziomie strategii, bo ciągle widzimy zmasowane, wyniszczające ataki - mówi ekspert.

Żadna jedna broń nie zmieni przebiegu wojny. Tu nie chodzi o broń, lecz o ludzi, którzy jej używają; sposobu, w jaki jej używają; taktyki która wspiera odpowiednią strategię i może być wspierana przez logistykę - dodaje.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński