Z apelami o „niezwłoczne” referendum w sprawie przyłączenia do Rosji tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych wystąpiły w poniedziałek "izby społeczne" tych separatystycznych tworów, utrzymywanych przez Moskwę.
ISW ocenia, że aneksja okupowanych terytoriów w sytuacji, gdy Rosja nie opanowała całych obwodów ługańskiego i donieckiego byłaby "niespójna". Taki scenariusz oznaczałby, że Rosja anektuje tereny, według definicji Kremla, .
Think tank przytacza wypowiedź propagandystki Margarity Simonian, szefowej kremlowskiej telewizji RT, która zasugerowała, że byłoby to powtórzenie "scenariusza krymskiego", a uznając okupowane tereny za swoje terytorium, Rosja mogłaby łatwiej grozić NATO odpowiedzią na ukraińskie ataki. To, twierdzi Simonian, "rozwiązałoby Rosji ręce pod każdym względem". Jest to najwyraźniej zawoalowana groźba, dotycząca użycia broni jądrowej.
"To postawiłoby Kreml w dziwnej sytuacji"
ocenia ISW. "wskazali analitycy ISW.
Analizując sytuację na froncie, ośrodek wskazuje, że siły ukraińskie najprawdopodobniej kontynuują ograniczone lokalne działania ofensywne przez rzekę Oskoł przy granicy obwodu charkowskiego z ługańskim, a także wzdłuż linii Łyman-Jampil-Biłohoriwka.
Według ISW rosyjskie dowództwo może mieć coraz mniej pomysłów na to, jak zatrzymać siły ukraińskie w miarę ich postępu przez rzekę Oskoł w obwodzie ługańskim. Być może Kreml liczy, że częściowa aneksja pozwoli zrekrutować dodatkowe siły. "Siły rosyjskie desperacko próbują mobilizować dodatkowe siły ze wszystkich możliwych źródeł, by uzupełnić swoje przetrzebione i zdemoralizowane oddziały, ale nie są w stanie wygenerować istotnej liczby żołnierzy" - podkreślono w analizie.
Jak ocenia ISW, udana ukraińska kontrofensywa doprowadziła do dalszego pogorszenia morale i nastrojów w rosyjskich oddziałach, które przed 24 lutego uważane były za elitę w armii rosyjskiej. ocenia ISW.