Anastazja, Wita i Jana zostały pojmane przez wojska agresora w różnych miejscach, lecz poznały się w rosyjskich aresztach. Dziś są stypendystkami polskiego Funduszu im. bł. Klemensa Szeptyckiego, który wspiera finansowo ukraińskie sieroty wojenne i kobiety, powracające z niewoli.
– opowiada PAP Anastazja.
Ta 20-letnia dziewczyna jest żołnierką, która walczyła w okupowanym dziś przez Rosjan Mariupolu. Została pojmana, gdy jej oddział wycofywał się z Kombinatu Metalurgicznego im. Illicza i trafił na pozycje rosyjskie.
"Karmili nas jednym kawałkiem chleba na dzień i dawali po łyku wody"
– relacjonuje.
W kolejnym etapie Anastazja trafiła do dawnej kolonii karnej w Ołeniwce, w kontrolowanej przez Rosję części obwodu donieckiego. Jest to jeden z tak zwanych obozów filtracyjnych, w których Rosjanie sprawdzają, czy zatrzymani Ukraińcy są niebezpieczni dla rosyjskiego reżimu.
– opowiada.
Z Ołeniwki dziewczyna trafiła do rosyjskiego Taganrogu. To właśnie tam była bita i poniżana za odmowę śpiewania rosyjskiego hymnu. Potem Anastazja została przetransportowana na Krym. – mówi młoda wojskowa.
Wita jest funkcjonariuszką Państwowej Straży Granicznej Ukrainy. W nocy z 23 na 24 lutego, gdy Rosja rozpoczęła otwartą inwazję na jej kraj, sprawdzała dokumenty podróżnych, przekraczających granicę z Rosją w Bacziwsku w obwodzie sumskim.
– wspomina w rozmowie z PAP.
– opowiada.
– wyznaje Wita.
Dziennikarka Jana 24 lutego była w zamkniętej strefie czarnobylskiej, dokąd przyjechała w odwiedziny służącego w wojsku brata.
– mówi.
Według Jany w pierwszym okresie pobytu w Rosji najgorszy był brak pewności co do następnego dnia. – relacjonuje.
Słyszysz krzyki torturowanych, wołasz strażników i pytasz, dlaczego są bici
– opowiada.
Po wymianie jeńców i powrocie do kraju trzy kobiety wróciły do rodzin i własnego życia. – mówi Wita.
– informuje Jana. – opowiada PAP Anastazja.
Z Kijowa Jarosław Junko