:
MICHAIŁ DIELAGIN*: Udało. Europa się wystraszyła i na pewno będzie szukać sposobów, żeby ominąć Ukrainę. Pamiętajmy jednak o jednym. W tej chwili Rosji nie opłaca się budowanie ani Gazociągu Północnego, ani Południowego. Popyt w Europie na surowiec z powodu kryzysu jest zbyt niski, żeby inwestycja się zwróciła. I na pewno nie nastąpi to w najbliższych latach.
Raczej nie. Mamy co prawda ogromne złoża pod Morzem Ochockim i na Zachodniej Syberii, ale ich eksploatacja jest za droga.
Na pewno nie. Brak surowca - jak za Stalina - na początku odczuliby sami Rosjanie, a dopiero w ostateczności Europa. Gazpromowi po prostu opłaca się eksport, a nie sprzedaż na rynku
wewnętrznym. Jego strategią będzie teraz podnoszenie cen gazu dla odbiorców zagranicznych.
Nie ma czegoś takiego jak rynkowa cena na gaz w tej części świata. W rurze z Rosji do Europy płynie rosyjski surowiec i to Gazprom decyduje, jaka będzie jego cena. To nie jest cena rynkowa,
tylko cena Gazpromu.
Nie ma takiej możliwości. Ukraina po prostu nie ma takich pieniędzy. Jej gospodarka spada w otchłań bez dna i nie wiadomo, kiedy się zatrzyma. Z drugiej strony Rosja nie ma żadnego
ekonomicznego środka nacisku na Kijów, bo Naftohaz zgromadził rezerwy, które mogą mu wystarczyć nawet na półtora roku. Ukraina w tym momencie nie tylko nie jest zależna od Rosji, ale może
nawet sprzedawać surowiec na Zachód za bajońskie sumy.
Zgodnie z umową o tranzycie, jaką mamy z Ukrainą, powinien to zrobić Naftohaz. Ale dam sobie uciąć rękę, że nie zapłaci ich nikt.
* Michaił Dielagin: moskiewski ekonomista, były doradca prezydenta Borysa Jelcyna ds. gospodarczych