>>>Afganistan bardziej morderczy niż Irak

Reklama

Amerykanin wpadł w ręce talibów w prowincji Paktika na południowym wschodzie Afganistanu. Według US Army żołnierz zaginął, gdy wraz z trzema afgańskimi kolegami wyszedł z bazy wojskowej w Paktice na spacer. Talibowie od razu przyznali się do porwania. W niedzielę udowodnili, że nie żartowali.

p

To pierwszy od dwóch lat przypadek, gdy amerykański wojskowy wpadł w ręce wroga. Pentagon potwierdził jego tożsamość - choć jej nie ujawnił - i potępił porywaczy. "Wykorzystanie żołnierza dla celów propagandowych uważamy za złamanie prawa międzynarodowego" - oświadczył rzecznik armii USA, kapitan John Stock.

>>>Amerykanie szukają porwanego żołnierza

Nagranie talibów, które pokazała Al-Dżazira, trwa aż 28 minut. Ubrany w tradycyjny luźny afgański strój żołnierz mówi w nim m.in., że "bycie jeńcem jest bardzo denerwujące". Amerykanin boi się, że nie wróci już do domu. Dodaje, że tęskni za dziewczyną, którą chce poślubić, i dziadkami.

>>>Zobacz nagranie słów żołnierza

Talibski jeniec zaapelował też do amerykańskiej opinii publicznej o wywieranie presji na rząd, aby odesłał oddziały USA do domu. Nie wiadomo, czy został zmuszony do tego przez porywaczy, czy też wyraził własny pogląd. Stwierdził jednak, że amerykańskie wojsko w Afganistanie "jedynie traci czas i ponosi straty w ludziach".