Dziennik Gazeta Prawana logo

Tak będzie wyglądać wyborcza wojna na billboardy

30 lipca 2011, 10:54
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Tak będzie wyglądać wyborcza wojna na billboardy
Shutterstock
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego rozwiązał sztabom wyborczym ręce. Polityczna wojna rozegra się na billboardach. Jak będzie wyglądać? Oto odpowiedź.

Wystudiowana poza, oficjalny półuśmieszek, policzki "rumiane jak jabłuszko", żadnych zmarszczek, w koszuli z krawatem lub z odpiętym górnym guzikiem - kto to? Polityk na billboardzie. Eksperci przewidują, że billboardy i w tej kampanii będą do siebie podobne.

Zbliża się kampania wyborcza, więc niebawem na polskich ulicach pojawi się więcej polityków spoglądających na nas z billboardów. Niestety - jak przewidują eksperci, z którymi rozmawiała PAP - większość będzie zbyt "wypozowana" i sztywna, bo polscy politycy dopiero uczą się marketingu politycznego.

"Billboardy w Polsce są zwykle wypozowane, takie niedzisiejsze. Rzekłabym, troszkę przypominają zdjęcia z wczesnego istnienia okresu aparatów fotograficznych, gdzie każdy tak długo pozował aż rzeczywiście nic naturalnego tam nie zostało" - uważa ekspertka ds. wizerunku i retoryki, kierownik Pracowni Perswazji Politycznej Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz. Jej zdaniem, to efekt "braku pomysłów", ale też tego, że polska demokracja jest młoda i dopiero "rozwijamy skrzydła" jeśli chodzi o marketing polityczny.

Według niej miny polskich polityków na billboardach są zwykle "oficjalnie uśmiechnięte", a sami działacze "wypozowani". "Czyli twarze na billboardach jak cenne rzeźby - nie mówią niczego. Na dobrą sprawę, to one pewnie służą temu, by zapamiętać ukochaną twarz premiera, prezesa, lidera" - żartuje ekspertka.

Jak opisuje, w "billboardową pozę" wpisany jest często specyficzny "półuśmieszek", który nie może być zbyt szeroki, ale mina nie powinna także wyglądać srogo. "My mamy wrażenie półuśmieszku, bo kazali się politykowi uśmiechnąć, a na treningi przecież nie chodził" - śmieje się dr Pietrzyk-Zieniewicz.

Bo - jak mówi - "do elektoratu to się trzeba uśmiechać". "Chyba że się chce raczej mieć pozę zamyślenia, to jeszcze najlepiej się podeprzeć ręką, no i mamy już charyzmatycznego wodza dusz, który w tej powadze może wymyśla już wielkie koncepcje narodowe" - dodaje.

Według ekspertki, na polskich billboardach widoczne są też niekiedy "przerysowania makijażowe". "To, co jest piękne i właściwie u aktorki, prezenterki telewizyjnej, nie bardzo pasuje do pań polityczek. Podobnie u panów, oni niekiedy mają i kolorków za dużo, takie różowe oblicze jak jabłuszko. Nie jestem pewna, czy to jest najwłaściwsze na kampanię" - tłumaczyła.

Także według eksperta marketingu politycznego Eryka Mistewicza, największym problemem jest panujące wśród polityków przekonanie, że należy postawić na dobry makijaż i korektę fotografii. "A dobry plakat wyborczy to przecież ten, który zapamiętamy, z pomysłem" - zaznaczył.

Według niego, sposób prezentacji polityków na billboardach w nadchodzącej kampanii będzie podobny, niezależnie od partii. "W podobnie nienaturalny sposób kandydaci będą prezentowani, podobnie silnie będą używane programy korekcyjne, w taki sposób, że ci kandydaci mogą być wręcz nierozpoznawalni w swoich miastach" - przewiduje Mistewicz. Jak wylicza, politycy na billboardach będą wyżsi, piękniejsi, bardziej uśmiechnięci, o bardziej intensywnie niebieskich oczach, albo o głębokich brązowych oczach.

Eksperci zwracają też uwagę na nadmiar retuszu na billboardach. "Ludzie przecież i tak wiedzą, że politycy też mają bruzdy, że mają często wory pod oczami" - zaznacza dr Bohdan Dzieciuchowicz, specjalista kreowania wizerunku i marketingu politycznego.

Podobnego zdania jest Mistewicz, według którego programy korygujące w poprzednich kampaniach wyborczych były używane "w stopniu niesamowitym, dlatego że jesteśmy wciąż w latach 80. kampanii europejskich". Według niego, polscy politycy są bowiem przekonani "że musi być ich dużo" i muszą być fascynujący. "A to nie wygląd decyduje o tym, czy ostatecznie chcemy na kogoś oddać swój głos czy nie" - zaznaczył.

Mistewicz zwrócił uwagę, że według badań przeciętny Europejczyk w ciągu dnia odbiera 3000 przekazów reklamowych, co powoduje często ich "zlewanie się". "Dlatego billboard musi nieść swoistą opowieść, dostosowaną do prezentowanej osoby, a nie skupiać się jedynie na haśle, z użyciem technik korekcyjnych" - zaznaczył.

Według ekspertów, billboardy powinny się różnić od siebie nie tylko po to, by były zauważane i zapamiętywane, ale także dlatego, że konieczna jest ich "indywidualizacja". Chodzi o dostosowanie sposobu prezentacji polityka od tego, kim jest, kim chce być i jak zamierza kreować swój wizerunek. "Jak u przedwojennego krawca - szyjemy na miarę. U nas tej miary nie ma i to jest konfekcja z bardzo złego domu towarowego" - uważa Pietrzyk-Zieniewicz.

"Inaczej na billboardzie ma wyglądać socjalista, taki wódz ludu, inaczej liberał, obywatel Europy, a jeszcze inaczej prawicowiec, który zbiera elektorat razem z o. Rydzykiem" - tłumaczy.

Także Dzieciuchowicz zwraca uwagę, że "wygląd polityka, to w jaki sposób on jest ubrany, jak się uśmiecha czy się uśmiecha w ogóle, jego mina, sylwetka powinna być dostosowane do roli, jaką zamierza pełnić".

"Na przykład na plakatach w czasie kampanii wyborczej Leszka Balcerowicza, którą miałem okazję współtworzyć w 1997 roku na Śląsku, profesor był znany, ale wiadomo było z badań, że jest w ocenie ludzi za bardzo +profesorski+. Trzeba było ocieplić wizerunek i profesor nie był na nim w garniturze i pod krawatem, tylko był w wiatrówce i w koszuli sportowej, w której był odpięty jeden górny guzik" - powiedział.

Według niego, inaczej było z kolei, gdy prowadził kampanię Andrzeja Olechowskiego w 2000 roku. Wówczas odmienne było "zadanie" billboardu. "Olechowski był tam pod krawatem, bo celem było przypomnienie, kto to jest. Ludzie wiedzieli - +Olechowski, coś mi się kojarzy, ale nie bardzo wiem czym on się zajmował+. Trzeba było skojarzyć wygląd z nazwiskiem" - powiedział Dzieciuchowicz.

Pytany, czy nie ma wrażenia, iż nie wszyscy politycy o tym wiedzą oraz że billboardy w Polsce z reguły wyglądają podobnie, odpowiedział, że "na tym właśnie polega problem". "W kampanii tych billboardów jest dużo i jeśli one nie mają czegoś, co by zwracało uwagę, to tworzą jakby jedną wielką plamę" - stwierdził.

Jak tłumaczył, jeśli na przykład polityk chce ocieplić swój wizerunek, to trudno o pokazanie pewnego "luzu", jeśli będzie w garniturze z krawatem, bo "krawat usztywnia człowieka". Jednocześnie zaznaczył, że wszystko zależy od roli, jaką chce pełnić, a nawet zawodu. "W przypadku kogoś, kto aspiruje do roli senatora lub posła, jest mało znany, i jest powiedzmy lekarzem, to jednak on powinien być zdecydowanie pod krawatem. Ale jeśli to jest np. artysta, to już niekoniecznie musi być pod krawatem" - powiedział. W jego opinii, nie ma jednej recepty.

Jeśli chodzi o kolory - mówił Dzieciuchowicz - politycy raczej powinni unikać jaskrawych, bo "są niedopuszczalne, mało eleganckie i nie przystoją politykowi". Jego zdaniem, kolory na billboardzie nie powinny też być zbyt kontrastowe, bo daje to wrażenie "przaśności". "Kontrastowe kolory - jaskrawe czerwienie, szafiry, żółcie, zielenie, to są kolory, których nie powinno się używać w kampaniach" - podkreślił ekspert.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj